Był czerwiec 1935 r. Dwóch młodych mężczyzn podróżowało przez centrum Paryża. Dziwna to była przyjaźń.

André był zagorzałym, wojującym ateistą, na wskroś przesiąkniętym nienawiścią do chrześcijaństwa. Uważał, że Kościół jest „zbieraniną ludzi głupich i zacofanych”. Wychował się w rodzinie, która nie tolerowała żadnych religii ani wyznań, sam o sobie mawiał, że wyznaje „ateizm idiotyczny”. Drugi z przyjaciół, Andrzej, był gorliwym, praktykującym katolikiem.

Udali się na Rue d’Ulm. Andrzej wysiadł z auta, ale włożył jeszcze głowę przez okno i spytał kolegę, czy chce pójść z nim, czy ­woli poczekać. Niedaleko bowiem znajdował się kościół, w którym trwała nieustanna adoracja Najświętszego Sakramentu. André wolał przeczekać. Jednak gdy przyjaciel długo nie wracał, postanowił po niego pójść.

Otworzył żelazne drzwi i po raz pierwszy w życiu zobaczył monstrancję z Najświętszym Sakramentem. Wokół niej wznosiły się dwa rzędy płonących świec. André szukał wzrokiem przyjaciela, lecz w ciemności, między dziesiątkami nieruchomych, klęczących postaci nie mógł go rozpoznać. Wtedy wydarzył się cud.

Wnętrze niewierzącego mężczyzny zostało wypełnione nadzwyczajną, silną i tajemniczą mocą – czymś, czego wcześniej nie znał, a co chrześcijanie nazywają łaską. Jezus Chrystus obecny rzeczywiście w Eucharystii przemówił do niego słowami wewnętrznymi, jakby niesłyszalnym szeptem. „Zostały mi dane słowa duchowego życia” – wspominał po latach André.

Całym sobą poczuł wówczas nadprzyrodzoną rzeczywistość, bijącą bezpośrednio od Najświętszego Sakramentu. Zobaczył inny świat o niesłychanym blasku, wyraźnie widoczny z ciemnego brzegu, na którym sam się znajdował. Ujrzał ład we wszechświecie i Boga, który jest Obecnością. Był już pewny Jego istnienia. Doświadczył Bożej łaskawości, która jest zdolna przemienić ludzkie serce. W jednym momencie ujrzał również błoto, w jakim do tego czasu był pogrążony, i dziwił się sobie, jak mógł tym oddychać. Od tamtego momentu było dla niego oczywiste, że Eucharystia nieustannie oddziałuje na historię ludzkości i stale ją zmienia. Z kościoła wyszedł po dziesięciu minutach jako katolik.

Po natychmiastowym nawróceniu zaczął godzinami trwać na modlitwie, w pełnym szacunku milczeniu przed Bogiem. Z zapartym tchem czytał Pismo Święte. Wiarę wyznawał do końca życia. Wyjątkowe było w niej to, że opierała się ona na oczywistości. Swoje przeżycia opisał w książce Bóg jest, ja Go spotkałem.

Oto historia André Frossarda, w którego osobie chrześcijaństwo zyskało wspaniałego głosiciela prawd wiary, o niespotykanej skuteczności.

Artykuł pochodzi z Miesięcznika Różaniec – CZERWIEC 2017 r.

Wydawnictwo Sióstr Loretanek POLECA

Oryginały nie fotokopie Karol Acutis i Franciszek z Asyżu

Oryginały nie fotokopie Karol Acutis i Franciszek z Asyżu
abp Domenico Sorrentino

„Wszyscy rodzą się jako oryginały. Wielu umiera jako fotokopie”. To słowa Karola Acutisa (Londyn, 3 maja 1991 r. – Monza, 12 października 2006 r.), zmarłego w wieku piętnastu lat w opinii świętości, beatyfikowanego w Asyżu 10 października 2020. Chłopiec naszych czasów. Pełen życia i zainteresowań. Entuzjasta informatyki, z sercem wypełnionym Bogiem (...)

Share.