Trudno spotkać jasne wyjaśnienie, czym jest cnota nadziei. Łatwiej zobaczyć skutki jej braku u „beznadziejnego” człowieka. Jednak bezpieczniej jest podziwiać heroiczną nadzieję świętych.

Na drodze z Mesjaszem Maryja potrzebowała niewyobrażalnej nadziei. W scenie zwiastowania Maryję przedstawiano dawniej z kłębkami nici na zasłonę do Świętego Świętych. Z czasem pobożne robótki zastąpiła Księga Psalmów – anioł przychodzi do Dziewicy medytującej nad trudami i walkami, jakie podejmował jej pradziad Dawid. Jednak to nie jego wysiłki są główną treścią psalmów, lecz opowieść o Bogu zawsze pomocnym! Biblijny król grzesznik za motto swych poezji chętnie wziąłby słowa św. Tereski od Dzieciątka Jezus: „Nawet gdybym była największą grzesznicą na ziemi, moja ufność w Bogu nie byłaby mniejsza, gdyż nadzieja moja nie opiera się na mojej niewinności, lecz na miłosierdziu i wszechmocy Bożej”.

[FMP]

CNOTA JEST GŁĘBOKO

„Panie, niech królestwo Twoje przychodzi do mnie coraz głębiej!” – modliła się anonimowa święta, którą wspominał o. Reginald Garrigou-Lagrange OP (+1964). Wybitny kierownik dusz był pod wrażeniem jej radości z powodu tego, że… nie uchodzi za świętą i jest mało ceniona przez otoczenie. Znawca duchowości wiedział, że jest to oczyszczenie bierne ducha, gdy człowiek pozbawiony wszelkiej pomocy i pochwały ludzkiej swe zaufanie pokłada tylko w Jezusie. Tacy mistycy są wielkimi realistami, od ludzi oczekują raczej krytyk i oszczerstw, mocno przy tym doświadczając, że aby wzrastać, trzeba być zmiażdżonym.

Poddana próbom heroiczna nadzieja zaczyna działać w człowieku jak instynkt u wędrujących ptaków, które mimo przeciwności i zmęczenia lecą w kierunku dalekiego celu. Dobrym obrazem człowieka nadziei jest też taternik, który nie tylko chętnie znosi trudności, ale chlubi się swoimi wspinaczkowymi utrapieniami, próbami i upadkami, bo wie, że jego rzemiosło jest jak złoto w tyglu – doświadczone oczyszcza się i udoskonala.

MIŁUJĄCYM BOGA WSZYSTKO POMAGA KU DOBREMU…

To moja ulubiona z Pawłowych zasad (zob. Rz 8, 28). Teologowie mówią, że łaska uczynkowa jest nam dawana nieustannie, abyśmy mogli z faktów zewnętrznych (przyjemnych lub przykrych) wyciągnąć jak największy pożytek duchowy. Ufać mocno, pokornie, wytrwale, to znaczy miłować wolę Bożą, nawet niezrozumiałą, i przyjmować ją z synowską uległością. Wyroki Boskie bywają zaskakujące i często to właśnie jest dla nas najtrudniejsze. Dlatego kluczem do cnoty nadziei jest poznanie Boga. Człowiek, któ- ru poznał dobroć Stwórcy logicznie oczekuje Jego ojcowskiej pomocy.

Dzięki wielkoduszności, która powstaje z nadziei, jesteśmy w stanie dążyć do rzeczy wielkich, z których największym celem jest posiadanie Boga, widzenie i poznanie Go – to właśnie jest zbawienie i życie wieczne według nauki Pana Jezusa. Nasze chrześcijańskie niebo to nie „wieczny odpoczynek” czy inna nirwana, ani też muzułmański raj z hurysami, winem, śpiewem i wszelkimi możliwymi przyjemnościami!

Poddana próbom heroiczna nadzieja zaczyna działać w człowieku jak instynkt u wędrujących ptaków, które mimo przeciwności i zmęczenia lecą w kierunku dalekiego celu.

Potrzebne jest tutaj jedno uściślenie. Otóż pragnienie posiadania Boga dla siebie nie oznacza, że chcemy podporządkowywać Go sobie – Bóg nie jest rzeczą, lecz Osobą, dlatego posiadanie Go jest równoznaczne z byciem posiadanym przez Niego. Nadzieja budzi raczej tęsknotę za Bogiem, niż ją koi!

MIĘDZY ZAROZUMIAŁOŚCIĄ A ZNIECHĘCENIEM

Każda z cnót jest złotym środkiem między dwiema skrajnościami. W przypadku nadziei jedną z nich jest zarozumiałość, która może być „bezbożna”, gdy twierdzę, że mam wystarczająco dużo sił, więc jak się postaram, to osiągnę zbawienie. Tę herezję nazywamy pelagianizmem. Może być i zarozumiałość pseudo- pobożna, gdy człowiek myśli, że Bóg mu wszystko da, bo jest dobrym… dziadkiem i dać musi! Pokutnicy wiedzą, że żadne przebaczenie bez skruchy serca winowajcy nie zadziała i grzesznik sam siebie wcześniej czy później i tak potępi!

Paradoksem jest, że ludzie zarozumiali łatwo wpadają w zniechęcenie, które z zasady przeradza się potem w acedię. Nadzieja jest bowiem równowagą między pokorą a wielkodusznością, jej brak zaś wpędza nas w pychę lub w małoduszność!

WIERZĘ – BĘDĘ ZBAWIONY!

Niewątpliwie nadzieja daje pewien rodzaj pewności, ale wyczuwamy tu jakiś „światłocień” nauki chrześcijańskiej. Nadzieja jest pewnością mojego uczestnictwa i mojej woli w dążeniu do Boskiego celu. To tak, jak jestem pewien, że wsiadłem do pociągu jadącego do Olsztyna. Jednak czy tam dojadę, tego pewnym być nie mogę, bo od tak wielu rzeczy to zależy! Dlatego mądry Paweł podpowiada nam: „Zabiegajcie o własne zbawienie z bojaźnią i drżeniem, albowiem to Bóg jest w was sprawcą i chcenia, i działania zgodnie z Jego wolą” (por. Flp 2, 12nn).

Ten, kto spotkał Jezusa, z całą pewnością wie, że Bóg nie mógł nakazać mu czegoś niemożliwego i skoro wzbudził w nim pragnienie, to pomoże – choćby „ten pociąg się wykoleił”, to On i tak da możliwość dotarcia do celu!

CECHY NADZIEI

Aby w sposób pewny odróżniać pobożne uczucia od cnoty, warto wyliczyć charakterystyczne cechy chrześcijańskiej nadziei. Po pierwsze jest ona mocna, czyli chroni przed zniechęceniem. Po drugie jest mozolna, bo wtedy chroni od zarozumiałości, która chciałaby otrzymać nagrodę bez pracy. Na czym konkretnie polega duchowa walka i praca nad sobą? Ojcowie uczą, że chodzi o usuwanie przeszkód zrodzonych z pożądliwości, lenistwa, pychy, oporów i ambicji – tak, aby człowiek żył według własnego powołania, a nie małpując innych!

Ważną podpowiedź daje nam św. Franciszek Salezy (+1622), który naucza, że brak uczucia ufności nie uniemożliwia wzbudzania aktów ufności wobec Boga, które rodzą się z wiary i z miłości! Mało tego, cnota nadziei może wtedy być nawet lepsza, gdyż bardziej pokorna i wierna: „Trzeba opierać się wtedy na Bogu, który może dać wzrost temu, co posiane i zasadzone. Nie trzeba przestawać pracować, lecz pracując, trzeba Jemu zaufać, powierzając Mu powodzenie swych prac” – pisał biskup Genewy.

Artykuł pochodzi z Miesięcznika Różaniec – LISTOPAD 2023 r.

[/FMP]

Udostępnij

Duszpasterz w XIV-wiecznym sanktuarium w Borku Starym, miłośnik św. Józefa, Sienkiewicza i pobożnych malarzy.