„Świeccy znajdują się na pierwszej linii życia Kościoła” – mówił papież Franciszek, gdy w maju 2018 r. prosił, by cały Kościół się za nich modlił. Co to jednak znaczy? Jaka jest rola świeckich na tej „pierwszej linii życia”?

Potrzebujemy ich świadectwa dawanego prawdzie płynącej z Ewangelii i ich przykładu życia wiarą wraz z praktyką solidarności” – mówił papież. „Dziękujemy wszystkim osobom świeckim, że ryzykują, nie boją się i ukazują biednym, wykluczonym i zmarginalizowanym podstawy do nadziei”.

Znamienne jest, że na dwa dni przed zeszłorocznym Bożym Narodzeniem papież odwracał naszą uwagę od tego, co nadzwyczajne. Tak mówił o prostocie spotkania brzemiennej Maryi z Elżbietą: „Wydarzenie to pomaga nam odczytać w bardzo szczególnym świetle tajemnicę spotkania człowieka z Bogiem. Jest to spotkanie, które nie jest utrzymane w duchu niesamowitych cudów, ale raczej w duchu wiary i miłości”.

[FMP]

Takie świadectwo dała nam ostatnio kanonizowana 13 października minionego roku Mar- guerite Bays, Szwajcarka, której życie było ciche i pokorne. Ukończywszy jedynie trzy pierwsze klasy szkoły, utrzymywała się z krawiectwa. Wolny czas poświęcała na pomoc innym – osobom najbardziej potrzebującym w jej rodzinnej miejscowości, w której spędziła całe życie. Być może właśnie to papież Franciszek ma na myśli, gdy mówi o „pierwszej linii życia Kościoła” – prostą i wytrwałą pracę oraz poświęcenie się dla innych.

PO PROSTU BYĆ DOBRYM?

Czy zatem rolę świeckich można sprowadzić jedynie do bycia dobrym człowiekiem? Wspieranie innych w ich trudnościach i pokazywanie im, że – choćby nawet ich sytuacja była wyjątkowo pogmatwana – wciąż jest nadzieja? Nie, to nie wystarczy. By być członkiem Kościoła, by być świeckim w Kościele, potrzeba czegoś więcej.

Gdy abp. Grzegorza Rysia zapytano kiedyś, czy w chrześcijaństwie wystarczy być po prostu dobrym człowiekiem, odpowiedział: „Można być takim anonimowym chrześcijaninem, który jest nastawiony na życie wedle dobra. I byłbym jak najbardziej daleki od jakiegokolwiek oceniania, oskarżania, odrzucania, potępiania, ale tym, co człowieka czyni chrześcijaninem, jest osobista relacja z Jezusem Chrystusem. Powinna być ona odpowiedzią na to, że On wchodzi w mój świat. I odpowiedzią na to, z czym On przychodzi do mojego świata. Jednak nawet wtedy może się okazać, że ta perspektywa jest troszkę dalsza”.

WIARA DAJĄCA SILĘ

Kościół wyniósł Marguerite Bays na ołtarze nie dlatego, że była dobrą kobietą. Głównym powodem była jej relacja z Chrystusem. Kochała Boga i w Jego imię poświęcała się dla innych, a później jeszcze została obdarzona stygmatami – to jest prawdziwe oblicze tej świętej. Jednak te dwie rzeczywistości wydają się nierozłączne, splatąją się w jedną całość. Czy człowiek sam z siebie byłby w stanie oddać swoje życie bez reszty innym? Czy nie z Chrystusa czerpie moc, by czynić dobro? Przecież „nikt nie jest dobry, tylko sam Bóg” (Mk 10,18).

WZÓR

Jaka jest zatem rola świeckich na „pierwszej linii życia Kościoła”? Kochać Boga i dzięki temu kochać innych – „tych najsłabszych i ludzi z marginesu”, jak powie Franciszek. To w gruncie rzeczy proste wskazówki. Jednak wciąż potrzebujemy wzorów, by móc je wcielać w życie. Najdoskonalszym jest i zawsze będzie sam Chrystus. Tymczasem warto też niekiedy spoglądać na Jego świętych, nie tylko duchownych i papieży, lecz także świeckich – takich jak Marguerite Bays – którzy mogą nam pomóc bardziej kochać i bardziej być dla innych.

Artykuł pochodzi z Miesięcznika Różaniec – Styczeń 2020 r.

[/FMP]

Udostępnij

Biblista, teolog i dziennikarz, absolwent UKSW.