Rok temu papież Franciszek napisał na swoim Twitterze, że Wielki Post „jest czasem budzenia duszy”. Wciąż i na nowo trzeba nam rozpalać nasze serca do większej miłości Boga i bliźniego.
A jednak zło jest silne, ma uwodzicielską moc: pociąga, urzeka” – mówił papież rok temu w trakcie liturgii pokutnej w ramach celebrowania tzw. 24 godzin dla Pana. „Aby oderwać się od niego, nie wystarczą nasze starania, potrzebujemy większej miłości. Bez Boga nie można przezwyciężyć zła: tylko Jego miłość podnosi wewnętrznie, tylko Jego czułość wlana w serce czyni człowieka wolnym. Jeśli chcemy wyzwolenia od zła, trzeba uczynić miejsce dla Pana, który przebacza i uzdrawia”.
[FMP]
NIE WŁASNĄ SILĄ
Wśród tzw. uczynków pokutnych Kościół nieprzypadkowo na pierwszym miejscu wymienia modlitwę, a dopiero potem post i jałmużnę. Dwa ostatnie spośród nich skierowane są zarówno ku Bogu, jak i ku bliźnim, co samo w sobie wzmacnia także naszą kondycję duchową. Modlitwa zaś kieruje nas bezpośrednio ku Bogu. Bez tego ze wszech miar fundamentalnego dla naszej wiary zwrócenia się ku Bogu ani post, ani jałmużna nie przyniosą tak wielkich i tak dobrych owoców, jakie zbierzemy, współpracując z łaską. Jeśli skupimy się jedynie na własnych siłach, uważajmy, by nie okazało się, że biegniemy na próżno.
SAKRAMENT
„Budzenie naszej duszy”, jak pisał papież, dobrze jest zacząć od zwrócenia się ku Panu. Uprzywilejowanym miejscem takiego dążenia jest zawsze, a w Wielkim Poście szczególnie, konfesjonał. „Boże przebaczenie nie jest fotokopią, która powiela się tak samo za każdym pójściem do spowiedzi. Otrzymanie przebaczenia grzechów za pośrednictwem kapłana jest doświadczeniem nieustannie nowym, oryginalnym i niepowtarzalnym”.
Niekiedy trudno uwierzyć w tę wyjątkowość. Szczególnie wtedy, gdy oddajemy Bogu w konfesjonale wciąż te same grzechy, bijemy się w piersi za to, że chcąc czynić dobro, ciągle wyrządzamy zlo, a nasi bliźni doświadczają z naszej strony obojętności zamiast miłości. A jednak każda spowiedź i każde Boże przebaczenie czynią nas nowym stworzeniem. To szansa, której nie warto marnować.
POWRACAĆ DO DOBRA
Tą szansą jest przynaglenie obudzonej miłością duszy do czynienia dobra. I to mimo naszego uporu w ziu, bo przecież – jak zauważa Franciszek – „Pan nas zna, wie, że walka wewnętrzna jest trudna, że jesteśmy słabi i skłonni do upadków, często powracamy do czynienia zła”. Jednak On w swoim wielkim miłosierdziu nigdy nie zatrzymuje się na naszej słabości. Raczej „proponuje nam, abyśmy powracali na nowo do czynienia dobra, prosząc o miłosierdzie”.
Może to tylko przypadkowe rozłożenie akcentów, a może jest w tych słowach naszego papieża coś więcej. Winniśmy bowiem nie tylko nie czynić zła, lecz przede wszystkim czynić dobro. Nie warto nadmiernie skupiać się na grzechu, nie warto wchodzić w dialog z pokusą, ani rozpamiętywać upadków. Lepiej każdego dnia coraz bardziej budzić swoją duszę, by doskonałej kochać Boga i drugiego człowieka, troszcząc się tym samym także o jakość własnego życia wiecznego.
Artykuł pochodzi z Miesięcznika Różaniec – Luty 2020 r.
[/FMP]
