Droga Siostro, wybacz, że tak długo musiałaś czekać na list ode mnie. Wiem, że całym sercem jesteś ze mną, a trudy i cierpienia, których doświadczam, są także Twoimi cierpieniami. Och, Siostro moja! Wierz mi, że niektóre sytuacje są możliwe do zniesienia tylko dzięki milczeniu i poddaniu się; ból jest tak wielki, że mówienie o nim jest jak poruszanie sztyletem tkwiącym w ranie; a jednak – jak byś mi zapewne powiedziała – trzeba wyrwać to żelazo z ciała albo umrzeć. Tak, tylko że ranny potrzebuje przyjacielskiej ręki, która domyśla się bólu, dzieli go i ujmuje mu trochę siły albo przynajmniej niebezpieczeństwa, jakie ze sobą niesie.

Ty, Siostro, jesteś świadkiem części moich cierpień, ale tylko Bóg zna je wszystkie. A milczenie naprawdę jest często jedynym wyrazem bólu, którego nawet Boskiej dobroci nie mogę powierzać inaczej, jak tylko rzucając się w Ojcowskie ramiona i zdając się całkowicie na Bożą wolę, zawsze nieskończenie dobrą, łagodną i godną czci. Niezależnie od tego, co mówi stworzenie pogrążone w nędzy.

Czyż mogę zapomnieć, droga Siostro, chwilę, gdy po moim nawróceniu, w osiemnastym roku mojego życia, będąc przepełnioną miłością do Jezusa i pełną apostolskiego zapału, za zgodą i aprobatą księdza Würtza złożyłam ślub obrania sobie za matkę Najświętszej Maryi Panny? A Ona, jak najlepsza z matek, przyjęła go, mówiąc mi do serca, że odtąd będzie się mną w szczególny sposób opiekowała i strzec mnie będzie na drogach mojego życia. Dobra Matka zapytała mnie również, o jakie łaski ma prosić dla mnie swojego Boskiego Syna. A ja wtedy, zupełnie świadoma, czego pragnę i co mówię, odpowiedziałam, że jedyną łaską, jakiej oczekuję, jest umrzeć dla mojego Boga. Czyż więc teraz, gdy umieram po raz kolejny, miałabym się wycofać z tej deklaracji? O nie, nigdy Twoja biedna przyjaciółka nie mogłaby tego uczynić! Dlatego każdego dnia modlę się, by Bóg wybaczył moim oprawcom i obdarzył ich miłosierdziem na miarę bólu, jaki mi zadają.

Pamiętasz, Siostro, jak za powrotem do Lyonu z mojej długiej podróży po Francji sama postanowiłam pokierować zbiórką pieniędzy potrzebnych na ratowanie huty? Już wtedy dotarła do mnie wieść, że pan Perre, sprawca moich nieszczęść, wyszedł z więzienia i nie zamierza odstąpić od swojego planu zniszczenia mnie. Wtedy sądziłam jeszcze, że nawet jeśli nie uda się utrzymać huty, zysk z jej sprzedaży pokryje dużą część długów, jakie zaciągnęłam na jej utrzymanie. Niestety i tu czekało na mnie oszustwo tych, którym zaufałam. Huta, za którą zapłaciłam 700 000 fr., została zlicytowana zaledwie za jedną szóstą tej sumy! Jakże więc mam z tego spłacić moich wierzycieli?

O wierz mi, Siostro, że jest to kamień, który przygniata moje serce. Spadnie on dopiero wtedy, gdy ureguluję kredyty. I modlę się, by Bóg raczył mi udzielić tej pociechy przed śmiercią. A gdybym umarła wcześniej… biada tym, którzy się mienią przyjaciółmi Boga. Będą mieli testament z moich długów…

Zamierzam zacząć spłaty od tych najbiedniejszych, którzy powierzyli mi cały swój skromny majątek w nadziei jakiego takiego zysku. I ułożyłam już nawet plan owych drobnych spłat, lecz i tu rzecz cała się niewiarygodnie komplikuje. Otóż do moich wierzycieli musiało dojść wiele oskarżycielskich i nieprawdziwych faktów na temat mojej osoby, bo ci, którzy jeszcze niedawno wspaniałomyślnie zgodzili się czekać, aż ich spłacę, nagle wytoczyli przeciwko mnie sprawy sądowe.

Och! Jednak w tym wszystkim pociesza mnie mój drogi Jezus. On dobrze wie, że oskarżenia, które krążą po Lyonie, są nieprawdziwe. Jedyne, co można mi zarzucić to to, że karmiłam ubogich, korzystając z majątku brata wtedy, gdy swojego jeszcze nie miałam, choć przecież zawsze robiłam to za jego zgodą. Tak, rozdawałam jałmużnę, robiłam to hojnie, lecz wyłącznie z pieniędzy, które znajdowały się w domu mojego ojca. Wszak on rozumiał, że skoro poświęciłam mu swoją młodość, dotrzymując mu towarzystwa w starości i chorobie, bo jako jedyna z całego rodzeństwa nie miałam na utrzymaniu własnej rodziny, nie należało mnie pozbawiać tej jedynej pociechy, jaką było karmienie ubogich. Mój drogi ojciec z pewnością miał świadomość, że ubodzy stali się moimi dziećmi przez wiarę, bo istotnie traktowałam ich na równi z latoroślami braci i sióstr. Ojciec mój o wszystkim wiedział i z całą hojnością wyrównywał rachunki, które mu przedstawiałam. A teraz rodzina mojej siostrzenicy oskarża mnie, że roztrwoniłam jej majątek!

Sytuacja, w jakiej się znalazłam, przypomina zatem pozycję osoby zawieszonej na włosku nad studnią głęboką na trzysta stóp. Niektórzy doradzają mi, bym co prędzej sprzedała wszystkie swoje posiadłości, które pozostały mi w Lyonie, i w ten sposób spłaciła moich wierzycieli. Czy mam pójść za tym głosem, czy raczej śmiało wstąpić na drogę sądową, by dochodzić sprawiedliwości w imię tych, którzy cierpią na machinacjach wymierzonych w moją osobę? Tak, zapewniam Cię, że mimo rozpaczliwej sytuacji, w jakiej się znalazłam, patrzę w przyszłość z wielką ufnością. I we wszystkim, co mnie jeszcze ma spotkać, nie przestanę być wdzięczna mojemu Panu. Jestem zbyt mała, by móc mojemu Oblubieńcowi ofiarować cokolwiek poza tym, by On sam zechciał spojrzeć na mnie jako na ofiarę oddaną na Jego chwałę wyłącznie po to, by dla Niego cierpieć. O, módl się za mnie, moja dobra Siostro, by Bóg nie oszczędzał mnie w niczym, lecz by podtrzymywał mnie w mojej słabości.

Twoja w Chrystusie Maria Paulina Jaricot

Fragment powieści o Paulinie Jaricot:
Dorota Krawczyk, „Ciasna Brama” Wydawnictwo Sióstr Loretanek, Warszawa 2022 r.

Wydawnictwo Sióstr Loretanek POLECA

Ciasna brama Powieść o Paulinie Jaricot

Ciasna brama Powieść o Paulinie Jaricot
Dorota Krawczyk

Paulina Jaricot urodziła się w bogatej rodzinie przemysłowców lyońskich. Rozpościerały się przed nią wielkie możliwości i szerokie perspektywy. W młodości założyła dzieło wspierania misji – dzisiejsze Papieskie Dzieło Rozkrzewiania Wiary – oraz popularne na całym świecie stowarzyszenie modlitewne – Żywy Różaniec. Stopniowo ścieżka jej życia stawała się coraz węższa. Umarła w nędzy, odarta ze znaczenia, wpływów, poparcia, przyjaźni, zapomniana i ogołocona. Dotarła jednak do ciasnej bramy życia z zapaloną lampą oliwną – rozpalonym miłością sercem, które całe tęskniło do Boga.

UDOSTĘPNIJ

Dr nauk humanistycznych w specjalności nauk o sztuce. Absolwentka UW i UKSW.