„Pan jest łagodny i miłosierny, nieskory do gniewu i bardzo łaskawy. Pan jest dobry dla wszystkich i Jego miłosierdzie ogarnia wszystkie Jego dzieła” (Ps 145, 8-9).

Ogłaszając Jubileusz Miłosierdzia, papież Franciszek prosił nas: „Spróbujcie odkryć, iż Boże miłosierdzie jest nie tyle (…) piękną ideą, co przekłada się na realne sytuacje życiowe! On żyje, działa, chce dotykać naszej codzienności w sposób realny i konkretny!”. Miłosierdzie jest konkretne, ponieważ konkretny jest grzech, którego dotyczy, i konkretne są jego skutki: żywe rany zadane drugiemu człowiekowi, zniszczone relacje, nieporządek wewnętrzny i zewnętrzny, podeptana świętość.

NAWRÓCENIE TO POCZĄTEK

Gdy dokonuje się szczere nawrócenie, gdy grzech zostaje oddany Bogu – przestaje istnieć. Pozostają jednak jego skutki. Sprawiedliwość domaga się, aby je naprawić. A przynajmniej próbować. Teologia podpowiada, że najpełniejszym zadośćuczynieniem za nasze grzechy jest Chrystus – On wziął na siebie wszystkie ich skutki (por. Rz 3, 25). „On bowiem jest ofiarą przebłagalną za nasze grzechy, i nie tylko za nasze, lecz również za grzechy całego świata” (1 J 2, 2). Mamy tego świadomość, kiedy przyjmujemy sakramentalną pokutę (często symboliczną) czy uczestniczymy w nabożeństwie pierwszopiątkowym. Jezus nie jest jednak w stanie zbawić nas bez nas. Potrzebny jest ruch (konkretny, wymierny!) człowieka w Jego stronę i w stronę bliźniego.

Trzeba też pamiętać, że w żaden sposób nie stracił swojej aktualności katechizmowy zapis o Bogu, który „jest Sędzią sprawiedliwym” i który „za dobro wynagradza, a za zło karze” – analogicznie do antycznej zasady „oddać każdemu, co mu się [słusznie] należy” (suum cuique tribuere). To do niej bezpośrednio odwołuje się św. Paweł: „Oddajcie każdemu to, co się mu należy; komu podatek – podatek; komu cło – cło; komu uległość – uległość; komu cześć – cześć” (Rz 13, 7). Zaniechanie stosowania tej zasady czy sprzeniewierzenie się jej powiększa destrukcję. Sprawia, że skutki grzechu trwają.

Zadośćuczynienia domagają się wszystkie grzechy – każdy z nich, nawet najmniejszy, niszczy relacje, fałszuje obraz Boga, jakiś element ­rzeczywistości obraca w ruinę. Niekiedy bezpowrotnie. Katechizm podpowiada, że zadośćuczynieniem może być naprawienie materialne wyrządzonej krzywdy, modlitwa, ofiara, dzieło miłosierdzia, służba bliźniemu, wyrzeczenie, akceptacja niesionego krzyża – one pozwalają nam stać się „współdziedzicami Chrystusa Zmartwychwstałego” (KKK 1460). Ale to nie wszystko. Św. Tomasz pisał jeszcze o czymś: o „restytucji dobrej sławy”. Ma do niej prawo człowiek, ale także Bóg. Akwinata łączył ją z cnotą sprawiedliwości, ukazywał jako zasadę sine qua non duchowego rozwoju i stawiał jako konieczny warunek dorastania do świętości! Zatrzymamy się chwilę na niej.

ŚWIĘTOŚĆ ŻYCIA

Żyjemy w czasach, w których idea świętości nie jest w cenie. Dziś bez cienia zażenowania ludzie wierzący oglądają kabarety, filmy jawnie drwiące z Boga. Tchórzliwie milczą, kiedy mówi się kłamstwa o Kościele, spotwarza publicznie jego członków. Przestrzeń internetu pełna jest zjadliwych filmów, klipów, obrazów podważających stwórczy ład, ośmieszających Dekalog, deprecjonujących krzyż, miłość, świętość rodziny i małżeństwa. Zranieni poprawnością polityczną chrześcijanie śmieją się z nich, uważając, że „tak trzeba”, że to warunek bycia nowoczesnym, że należy „zbudować dystans” wobec „gorzej wykształconych, mieszkających w miasteczkach i wioskach” itp. Odbiera się dobrą sławę Panu Bogu, sprowadzając Jego imię do przerywnika wypowiedzi, zaklęcia, czasem łącząc je wprost z przekleństwem. Krzyż staje się wisiorkiem, amuletem, talizmanem. Szczególnie bolesne są świętokradztwa. Ile osób przystępuje do Komunii świętej w stanie grzechu śmiertelnego – bez wiary w realną obecność Boga, traktując ją jako element obyczaju? Ilu chrześcijan ośmiesza inne sakramenty, traktując je jak ornamenty tradycji, duchowy folklor?…

W cenie nie jest dziś także życie człowieka. Jak ma wyglądać restytucja grzechu zabicia dziecka nienarodzonego, powolnego zabijania siebie poprzez nałogi, zgody na eutanazję, zapłodnienie in vitro – nawet jeśli wyrażamy ją „tylko” przez popieranie ich w debacie społecznej, brak wyraźnego sprzeciwu? Skutki owego zobojętnienia dotykają innych, ale pośrednio uderzają zawsze w Pana Boga i każdego z nas.

Zadośćuczynieniem za bierność zawsze powinno być publiczne zaangażowanie we współtworzenie dobra, świadectwo życia. Nie trzeba bać się nazywania zła złem, a dobra dobrem. Jeśli jakiś film, obraz, kabaret uderza w świętość Boga, trzeba się mu zdecydowanie sprzeciwić. Wynagrodzeniem za obojętność – swoją, innych dzieci Kościoła – powinno być zaangażowanie w obronę życia w każdym jego stadium! Matka zabitego nienarodzonego dziecka (ale też wszyscy, którzy się ­przyczynili do jego śmierci) nie przywróci mu życia, może jednak innych przestrzec przed tragedią. Blask świętości Boga, sprofanowanej przez świętokradztwa, można przywrócić świętością swojego życia, należytą czcią Mu oddawaną, głębokim pragnieniem nawrócenia. I pamiętać, że siłą apostolskiego życia – i doskonałą restytucją za grzechy – są słowa, które bł. ks. Jerzy Popiełuszko uczynił mottem swojego życia: zło dobrem zwyciężaj!

Artykuł pochodzi z Miesięcznika Różaniec – MARZEC 2017 r.

Wydawnictwo Sióstr Loretanek POLECA

Krew i Woda Dar Miłości Miłosiernej

Krew i Woda Dar Miłości Miłosiernej
Paweł Warchoł OFMConv

Książka wprowadza nas w tajemnicę Serca Jezusa. Z niego bowiem wypływa zbawienna krew i woda. Bez nich nie ma życia. Kto chce z tych zdrojów skorzystać, uświadamia sobie ich wartość oraz odkrywa prawdę, która zainspiruje go do pogłębiania wiedzy i życia duchowego. Tak postępowali wspomniani w książce święci, przewodnicy wiary, gdyż w Sercu Chrystusa odkryli prawdziwe szczęście.

Share.

Publicysta, prezes Fundacji Siedleckie Hospicjum Domowe dla Dzieci.