„Z obfitości serca usta mówią” (Mt 12, 34). Niestety często nasze serca obfitują nie w skarby Bożej mądrości i miłości, ale w żółć albo błoto niegodziwości i marności… Uczmy się od Maryi!

O pewnym poecie powiedziano, że mógłby powiedzieć wszystko, gdyby tylko miał cokolwiek do powiedzenia. Umiał dowolną myśl przełożyć na genialny wiersz. Cóż z tego, skoro myśli te były tak płytkie, tak puste! Coś odwrotnego widzimy u świętych. „Chętni do słuchania, nieskorzy do mówienia” (por. Jk 1, 19), nie mówili po to, żeby się wygadać albo zabłysnąć. Mówili, bo mieli coś do powiedzenia – a to, co mieli do powiedzenia, pochodziło z góry (od Boga) i z głębi (modlitwy). To dlatego, kiedy już przemawiali, ich słowa robiły wrażenie.

Niektórzy z nich byli urodzonymi mówcami, inni z ledwością klecili proste zdania – ale wielką mądrość można przekazać i prostymi słowami! Usta mówią z obfitości serca – i mogą mówić pięknie, także nie poznawszy tajników krasomówstwa. Pamiętam, jak wielkie wrażenie zrobiły kiedyś na mnie nagrania kazań ks. Popiełuszki. Słysząc wiele o tym Bożym kapłanie – zamordowanym rok przed moimi narodzinami – spodziewałem się, że jego gromadzące tłumy kazania były arcydziełami retoryki. Nic podobnego. To, co gromadziło tłumy, to nie sztuka oratorska, a prostota ewangelicznej prawdy. I odwaga głoszenia jej w czasach, kiedy groziło to uprowadzeniem i śmiercią… Tak musieli mówić prości bracia zakonni – jak np. św. Feliks z Cantalice czy br. Alojzy Kosiba – którzy zasiewali ziarno słowa Bożego w tak wielu duszach być może zupełnie zamkniętych na słuchanie kapłanów.

KIEDY USTA MILKNĄ

Z drugiej jednak strony z obfitości serca usta nie tylko mówią, lecz także milkną. O. Piotr Rostworowski mawiał, że pusty garnek dudni, ale pełny jest cichy: gadatliwość jest bowiem oznaką pewnej pustki duchowej. Zachodzi więc ścisły związek pomiędzy życiem wewnętrznym a milczeniem. Milczenie toruje drogę życiu wewnętrznemu, a życie wewnętrzne prowadzi do głębszego milczenia. Bo jakże przekazywać ułomnym ludzkim słowem to, co się dzieje, kiedy pełnia słowa Bożego wypełni ludzkie serce? I jak mówić o Tym, który jest niewypowiedziany?

Cóż możemy powiedzieć o obfitości serca Maryi? Które ludzkie serce było pełniejsze od Jej Niepokalanego Serca? Pieśń Magnificat zdradza nam w Maryi największą poetkę – Ona również „mogłaby powiedzieć wszystko”, miała też najwięcej do powiedzenia, będąc pełną Słowa Wcielonego! A jednak na kartach Ewangelii uderza nas Jej małomów- ność oraz Jej milczenie. Z obfitości serca milkną usta!

KOPALNIA DIAMENTÓW

Jej małomówność! Nieliczne – jest ich dokładnie siedem – wypowiedzi Maryi na kartach Ewangelii uderzają swoją zwięzłością. Tylko jedna z nich jest nieco dłuższa: to porywający hymn o miłości do Boga Magnificat.

Już na płaszczyźnie czysto ludzkiej podziwiamy zwięzłość niektórych autorów. W wypowiedzi lapidarnej, w której wszystko jest na swoim miejscu – i nie ma niczego, co by nie było potrzebne – jest surowe, ale pociągające piękno. Każde słowo ma sens, ma znaczenie; nic nie jest pustym ozdobnikiem. Również w literaturze duchowej nieustanną popularnością cieszą się zbiory krótkich celnych zdań – cechy te mają np. Apoftegmaty Ojców Pustyni, Przestrogi św. Jana od Krzyża czy myśli duchowe św. Josemarii Escrivy. Czasem jedno krótkie zdanie tych autorów wystarczy na kilka długich rozważań!

W przypadku słów Maryi każde z nich jest niewyczerpanym źródłem. Każde z nich jest nie tylko diamentem, ale wręcz kopalnią diamentów. Nad Jej siedmioma wypowiedziami z kart Ewangelii można rozmyślać przez całe życie – stale odnajdując w nich coś nowego, dotąd nieznanego.

Nie znaczy to oczywiście, że przez te wszystkie lata Maryja – poza tymi siedmioma wypowiedziami – milczała. Przeciwnie, możemy wręcz powiedzieć, że w kazaniach Pana Jezusa odbijają się echem Jego rozmowy z Matką (o sąsiadce, która znalazła drachmę, o wróblach na dachu, o owcach i pasterzu, o rosnącym dzięki zakwasowi cieście, o pradziadku Salomonie i o lilii polnej).

W przypadku słów Maryi każde z nich jest niewyczerpanym źródłem. Każde z nich jest nie tylko diamentem, ale wręcz kopalnią diamentów.

Jednak to, że Ewangelie przekazują nam tylko siedem pereł Maryi, nie jest przypadkowe. Podobnie jak przypadkowe nie jest to, że na kartach świętej księgi Maryja tak dużo milczy.

NAJWYMOWNIEJSZA LEKCJA

Milczenie Maryi! Spowija ono pierwszych kilkanaście lat Jej życia. Ogarnia – nie licząc epizodu odnalezienia dwunastoletniego Jezusa w świątyni – trzydzieści lat spędzonych u boku Syna… I znowu – po rozpoczęciu przez Niego działalności publicznej Maryja milknie. Milczenie jest dla Niej stanem naturalnym, przerywanym nieczęsto, a jeśli już – to z dostatecznie ważnych powodów.

Zataczamy tu swoiste koło. Wpierw powiedzieliśmy, że z obfitości serca usta nie tylko mówią, lecz także milkną. Dostrzegliśmy również hałaśliwą pustkę próżnej gadaniny (podobnej do dudnienia garnka). Teraz widzimy też wymowność milczenia. Tym bardziej milczenia Tej, która jest Stolicą Mądrości, Matką Dobrej Rady!

O dziewictwie Maryi powiedziano, że było ono spowodowane nie tylko nieobecnością męża, lecz także obecnością Boga. Coś podobnego powiedzieć możemy też o Jej milczeniu. Milczenie Maryi było nie tylko nieobecnością słów: było kontemplacją Boga. Tego Boga, który wypowiada odwiecznie jedno tylko Słowo: to Słowo, które w Jej łonie stało się Ciałem. „Lecz Maryja zachowywała wszystkie te sprawy i rozważała je w swoim sercu” (Łk 2, 19)! Bo i milczenie, jak czystość, może mieć różne kształty. Może wszak wynikać z pogardy, z nienawiści wobec tych, do których się nie odzywamy. Otóż Jej milczenie nie jest pustką, ale pełnią; nie jest pogardą, lecz czułością; nie jest opryskliwością, lecz słodyczą.

Zarówno milczenie Maryi, jak i Jej słowa są więc dla nas najwymowniejszą lekcją!

Artykuł pochodzi z Miesięcznika Różaniec – STYCZEŃ 2024 r.

Share.

Członek wspólnoty Misjonarzy Matki Bożej Anielskiej, administrator węgierskojęzycznej parafii na południu Słowacji, autor książek, tłumacz.