Rozmowa z ks. Mariuszem Wencławkiem SDB proboszczem parafii św. Jana Bosko w Szczecinie, moderatorem Żywego Różańca w archidiecezji szczecińsko-kamieńskiej.
Paulina Jaricot – założycielka Żywego Różańca – uważała siebie za „pierwszą zapałkę, którą Bóg się posłużył, by rozpalić ogień”. Jak Ksiądz postrzega w tym kontekście swoje zadania w Żywym Różańcu?
Myślę, że mogę się czuć taką zapałką, która płonie, aby innych też zapalać. Płonąć przede wszystkim miłością do modlitwy różańcowej i jednocześnie zapalać innych – zarówno braci w kapłaństwie, jak i wszystkich zelatorów, zelatorkł i członków Żywego Różańca.
[FMP]
Co jest najtrudniejsze w tej posłudze?
Najtrudniejsze jest to, aby z jednej strony samemu konsekwentnie i wytrwale podejmować trud własnego powołania, a z drugiej – dawać coś z tego trudu innym. I żeby nie poddawać się rezygnacji, bo przecież nie wszystko w życiu się udaje.
Pamiętam, z jak wielkim wysiłkiem podszedłem do organizowania pierwszej pielgrzymki archidiecezjalnej Żywego Różańca, na którą przyjechały zaledwie 24 osoby. Przeżyłem wtedy rozgoryczenie, bo wydawało mi się, że tak dużo zrobiłem, a tak niewiele osób to doceniło. Jednak później było już zdecydowanie lepiej. Kolejne pielgrzymki cieszyły moje oko i serce, choć oczywiście jeszcze wiele jest do zrobienia na tym polu.
Udaje się Księdzu wspierać misje?
Jeśli chodzi o wsparcie misji, to jest to kolejny etap, który w tym roku zacząłem realizować, podejmując dzieło Żywego Różańca dla Misji. Na spotkaniu z zelatorami omówiliśmy zasady zarówno duchowego, jak i materialnego wspierania misji. Teraz w liście do zelatorów szczegółowo je opisuję.
Co udało się Księdzu dotąd zorganizować w archidiecezji?
Przede wszystkim pielgrzymkę archidiecezjalną, którą urządzamy w maju, zawsze w pierwszą sobotę po długim weekendzie. W tym roku wypadnie to 9 maja. Poza tym spotkania formacyjne dla zelatorów Żywego Różańca. Przygotowujemy je zawsze w październiku – w drugą lub trzecią sobotę miesiąca. One też gromadzą coraz liczniejsze grono osób zaangażowanych w animację tego ruchu.
Księże, czy kult Pauliny Jaricot j est żywy w Waszej diecezji?
Postać założycielki Żywego Różańca jest ciągle poznawana. Ja także pochylam się nad jej życiem i jej myślami, czytam o niej. I też tak widzę poznawanie Pauliny w naszej diecezji. Dzięki publikacjom i pismu „Różaniec” nasza założycielka staje się coraz bardziej znana. I myślę, że wiele osób z Żywego Różańca w swojej codziennej pobożności przyzywa jej wstawiennictwa. Liczę też na to, że z jej pomocą uda się wyprosić jakiś cud, jakąś laskę.
Paulina napisała w okólniku do członków Żywego Różańca: „Stopniowo stajemy się zjednoczeni w modlitwie ze wszystkimi ludźmi świata”. Jak liczną wspólnotę stanowi Żywy Różaniec w Księdza diecezji?
To jest dla mnie ciągle tajemnicą. Oczywiście chciałbym wierzyć we wszystkie statystyki i zestawienia, które prowadzimy. Jednak najbardziej konkretna przesłanka do podawania liczb to osoby, które się widzi podczas spotkań czy pielgrzymek – tych konkretnych zelatorów, którzy przyjeżdżają i reprezentują przynajmniej 20 lub więcej osób. Na tej podstawie szacuję, że w naszej archidiecezji w Żywym Różańcu może być co najmniej kilkanaście tysięcy osób. To ciągle za mało i myślę, że może nas być więcej. Na szczęście róże tworzą się u nas bardzo dynamicznie, zwłaszcza w młodych wspólnotach. Znam takie parafie, w których przed rokiem była jedna róża, a w tym roku jest ich już kilka.
Jak wygląda formacja członków i odpowiedzialnych w Żywym Różańcu?
W większości naszych parafii odbywa się ona przy okazji miesięcznych spotkań związanych z wymianą tajemnic. Na ten czas zaplanowana jest konferencja, Eucharystia, wspólna modlitwa. Bardzo często te osoby uczestniczą też w nabożeństwach pięciu pierwszych sobót miesiąca.
Oczywiście raz w roku organizujemy spotkania dla zelatorów. Wtedy zelatorzy z kilkudziesięciu parafii naszej archidiecezji przybywają do parafii św. Jana Bosko. Organizujemy dla nich konferencję i Eucharystię. Jest też czas dzielenia się i budowania planów na przyszłość. Ważnym momentem formacji jest archidiecezjalna pielgrzymka Żywego Różańca.
Czym dla Księdza jest modlitwa różańcowa?
Dzięki temu, że zostałem moderatorem Żywego Różańca, jeszcze bardziej pokochałem tę modlitwę i staram się coraz głębiej przeżywać jej tajemnice. Szukam osobistych dróg do pogłębienia tej formy modlitwy, medytacji. Widzę, jak bardzo – na przestrzeni kilku lat – ta modlitwa pomaga mi doświadczać bliskości Pana Boga, jak bardzo wprowadza mnie w życie sakramentalne, zwłaszcza przeżywanie Mszy Świętej.
Można to porównać do sceny z Ewangelii, w której jest mowa o sykomorze, dzięki której celnik trafił na spotkanie, na ucztę z Chrystusem. Różaniec jest dla mnie taką właśnie sykomorą. To się wiąże może z jakimś trudem, ale skutkiem tego jest to, że ta uczta z Jezusem jest potem przeżywana z większym zaangażowaniem.
Jestem wdzięczny Panu Bogu i Matce Najświętszej za tę laskę, która mnie tak bardzo osobiście prowadzi po drodze życia kapłańskiego, po drodze życia zakonnego.
Czy jest coś, eo stanowi dla Księdza jakąś szczególną radość duszpasterską?
Wielką radością jest dla mnie szczecińska inicjatywa męskiego różańca. Ten pomysł zrodził się w sierpniu zeszłego roku. Owocem tego jest zawiązująca się w Szczecinie wspólnota Wojowników Maryi, którą będę miał zaszczyt na początku animować.
W moje duszpasterskie radości wpisuje się też inicjatywa ufundowania wizerunku Matki Bożej Ostrobramskiej do naszej nowej świątyni-wiernej kopii w rozmiarach oryginału.
Księdza zaangażowanie widać też wśród młodych…
Będąc proboszczem parafii, jestem jednocześnie najmłodszy we wspólnocie kilkunastu księży. Dlatego mam zaszczyt dźwigania pewnego brzemienia pracy z młodzieżą. Uczestniczę więc w spotkaniach z młodymi, animuję ich scholę, spędzam z nimi czas podczas ferii.
Jestem też kierownikiem placówki wsparcia dziennego dla 40 dzieci ze Szczecina. Ten projekt realizujemy we współpracy z miastem, dzięki temu zatrudniamy kilku wychowawców. Z tego powodu skończyłem podyplomowe studia resocjalizacji, podnosząc swoje umiejętności, gdy chodzi o pracę z młodzieżą trudną, wymagającą. Teraz mogę w jakiś sposób im towarzyszyć.
Medjugorie – skąd miłość do tego miejsca?
Jeśli mam okazję, to bardzo chętnie pielgrzymuję do różnych świętych miejsc. Na mapie tych pielgrzymich spotkań niedawno pojawiło się Medjugorie. To, co tam przeżywam, w dużej mierze kształtuje moją wrażliwość duszpasterską. Przekłada się to zwłaszcza na osoby, którym mogę posługiwać w sakramencie pokuty i pojednania.
To droga zawierzenia siebie Maryi, posłuszeństwa Matce Bożej w życiu codziennym, oddania się Jej w niewolę, pod Jej opiekę. Bardzo wiele czerpię z tych spotkań, które tam się odbywają.
Nadzoruje Ksiądz też budowę nowego kościoła…
Jak mówię o moich różnych pasjach i zainteresowaniach, to warto, żebym wspomniał również o budownictwie. Śmieję się, bo od ośmiu lat jestem bardzo mocno zaangażowany w budowę naszej nowej świątyni, kościoła pw. św. Jana Bosko w Szczecinie. I to zadanie czasami spędza mi sen z powiek… Myślałem nawet o tym, aby zacząć studiować budownictwo, no ale już chyba nie zdążę.
Praca posuwa się w miarę otrzymywanych środków, Bóg przysyła dobrodziejów, którzy pragną pomóc. I może nawet ludzie stojący z boku nie bardzo widzą sens tych prac, bo to bardzo duży kościół, z ogromnym zapleczem. Jednak ja jestem święcie przekonany, że Zbawiciel ten sens widzi. Obecność wszystkich darczyńców upewnia mnie w przekonaniu, że Pan rzeczywiście potrzebuje tego kościoła, że to będzie ważne miejsce w życiu duchowym naszego miasta.
Artykuł pochodzi z Miesięcznika Różaniec – Luty 2020 r.
[/FMP]
