Odmawiał Różaniec bez względu na to, gdzie był i co robił. Codziennie jeden dziesiątek. Katechetka powiedziała mu, że to wystarczy, by nie zginąć. Trzymał się tych słów i tej modlitwy, będąc w całkowitej ciemności.
Mariusz Świdowicz uważa, że jego narodziny były cudem.
- Ojciec chciał mnie zabić, przychodząc z pieniędzmi do mojej babci, by mama dokonała aborcji. Babcia go pogoniła. Ojciec zostawił nas przed moimi narodzinami. Przez większość życia nienawidziłem go z całego serca. Czułem . . .

Dołącz do grona SUBSKRYBENTÓW i ciesz się nieograniczonym dostępem do wszystkich treści. Wykupując subskrypcję online, wspierasz działalność Miesięcznika Różaniec. Dziękujemy za Twoje wsparcie!
