Rozmowa z Tomaszem Łukaszewskim mężem Karoliny, artystą grafikiem intermedialnym, twórcą grafik komputerowych, administratorem i właścicielem strony internetowej arttom.org. Tomasz od urodzenia cierpi na mózgowe porażenie dziecięce.

Jest Pan artystą intermedialnym. Na czym polega Pana praca?

Jestem absolwentem Wydziału Grafiki na wrocławskiej ASE Moja praca polega na tworzeniu obrazów statycznych i dynamicznych. Tworzę grafikę artystyczną 2D, 3D, 4D, grafikę reklamową i infografikę. Zajmuję się cyfrowym obrabianiem zdjęć i post- produkcją. Fascynuje mnie również robienie filmów i wszystko, co jest z tym związane. Moje grafiki i filmy były pokazywane na wielu wystawach oraz międzynarodowych festiwalach. Komputer umożliwia mi pełną samorealizację artystyczną.

[FMP]

Skąd czerpie Pan siły i pomysły do tworzenia nowych projektów? Czy jest ktoś, kto Pana inspiruje?

Moją główną inspiracją jest życie i poszukiwanie wizerunku tego, co jest niewidzialne dla oka – Boga. Inspirują mnie także uczucia, relacje między człowiekiem a Stwórcą oraz natura.

W mojej pracy twórczej i zawodowej do każdego projektu podchodzę bardzo indywidualnie, zawsze staram się odnaleźć „to coś”, co jest sednem, istotą danego przekazu wizualnego.

Jak Pan przezwycięża trudności, które niesie codzienność?

Gdy pojawiają się jakieś trudności, staram się rozmawiać o tym z moją żoną Karoliną, a przede wszystkim być razem z nią. Wciąż „uczymy się siebie”, staramy słuchać się wzajemnie, nawet gdy w danym momencie jest to dla jednego z nas pozbawione wszelkiej racjonalności.

W trudnych chwilach zawsze próbujemy pamiętać o tym, że Bóg nas kocha, otacza swoją opieką i ma dla nas swój Boski plan…

W sprawach codziennych zawsze możemy liczyć także na moich rodziców.

Pana największym marzeniem jest…

Największym marzeniem moim i żony było znaleźć piękną i prawdziwą miłość… To marzenie już się spełniło, mamy siebie i jesteśmy otuleni wzajemnym oddaniem. Marzymy o tym, byśmy mogli jak najdłużej służyć sobie nawzajem wsparciem, pomocą, radością bycia ze sobą…

Marzę także o tym, by bezustannie dawać miłość i radość moim bliskim. Pragnę dalej rozwijać się artystycznie i zawodowo, osiągać swoje cele. Chciałbym przez swoją działalność twórczą oraz zawodową dawać ludziom otuchę, radość i nadzieję…

Moim cichym marzeniem, mottem i modlitwą są słowa: „Panie, prowadź mnie na krańce ludzkiej wiary, bym mógł głosić Twoje najświętsze miłosierdzie”.

Jaką rolę odgrywa w Pana życiu wiara?

Wiara jest podstawą naszego życia. Wierzymy, że nic nie dzieje się z czystego przypadku. To, że nasze drogi – moje i żony – się spotkały i połączyły, że każde z nas jest takie, jakie jest, to wszystko jest logiczną częścią planu Boga względem nas.

Czy miewa Pan chwile kryzysu? Jak Pan sobie z nimi radzi?

Oczywiście, gdy czasem tak po ludzku jestem zmęczony, wszystko wydaje się przytłaczające. Ale to są tylko chwile, które mijają. Wystarczy jeden „promyk” mogący przybierać różne formy i… już mi się dalej chce.

Najważniejsze jednak jest to, by w tych „gorszych chwilach” być razem, dawać sobie – może czasem dyskretnie – wzajemne wsparcie.

Modli się Pan na różańcu?

Robimy to z żoną okazjonalnie, gdy czujemy potrzebę lub gdy atmosfera otoczenia sprzyja takiej formie modlitwy. Na przykład w kościele lub na turnusie u Cichych Pracowników Krzyża. Na turnusie nawet sam spontanicznie odmawiam w myślach Różaniec, gdyż w rękach nie jestem w stanie utrzymać paciorków.

Co na koniec chciałby Pan przekazać naszym czytelnikom, szczególnie tym schorowanym, załamanym, niepogodzonym ze swoją chorobą?

Wydaje mi się, że aby pokochać chorobę i inne nasze problemy, najważniejsze jest to, by walczyć z jednej strony z pychą przejawiającą się w przekonaniu, że „ja muszę być zdrowy i niezależny, bo tak chcę”, a z drugiej – z pokusą rezygnacji z życia, „bo jestem chory, nie mam sił, nic nie ma sensu” itd. Trzeba z pokorą przyjąć to, co nas ogranicza, boli i nie pozwala „normalnie” żyć.

Jeśli nie poukładamy własnej rzeczywistości, tak naprawdę nic nie będzie miało sensu. Trzeba znaleźć w sobie to coś, co się stanie naszą pasją, naszym atutem. Coś, co można zaoferować światu.

Trzeba uzmysłowić sobie i poczuć, że istotnym ograniczeniem naszych działań, marzeń, dążeń i sposobów rozwiązywania problemów jest nasza wyobraźnia i nasz umysł! Zazwyczaj możemy zdziałać więcej, niż nam się wydaje, oczywiście w ramach naszych możliwości intelektualno-fizycznych i niejednokrotnie dzięki życzliwości innych osób. Trzeba odważnie marzyć, obierać sobie cele i sekunda po sekundzie do nich dążyć. A gdy będziemy mieli jasno określone priorytety, wtedy rzeczywistość sama podsunie nam sposoby ich realizacji.

Artykuł pochodzi z Miesięcznika Różaniec – Luty 2020 r.

[/FMP]

Udostępnij