Tak o różańcu mawiał o. Joachim Badeni, dominikanin, mistyk, który zmarł w 2010 r. w Krakowie, w opinii świętości. Kiedyś ta modlitwa była dla niego „nie do przejścia” – z nudy zasypiał, nawet w czasie formacji zakonnej. Trwało to do momentu, gdy zaczął wchodzić w treść rozważań i kontemplować obrazy maryjne. „Tajemnicy nie można do końca zrozumieć, w tajemnicę trzeba wchodzić” – powtarzał wiele razy przed śmiercią. Taki był jego sposób na modlitwę.

O. Joachima znałam od 1998 r. Wspólnie tworzyliśmy artykuły, książki. Bardzo wiele mnie w życiu nauczył. Ale najwięcej wtedy, kiedy zaczął odchodzić. W jego celi mogli za zgodą ojców dominikanów czuwać także świeccy – najbliżsi przyjaciele. Różaniec był tam najczęściej odmawianą modlitwą.

Pamiętam jedno takie popołudnie, kiedy przyszłam do niego „tylko na chwilę”. Współbracia i pielęgniarka Sylwia ­kończyli właśnie odmawiać Koronkę do Bożego miłosierdzia. Atmosfera modlitwy była tak przejmująca, że kiedy skończyli, poprosiłam ich, byśmy jeszcze odmówili różaniec. Nie skończyło się na jednym. Paciorki same nam się przesuwały, a o. Joachim milcząco prowadził nas po tych bosko-ludzkich tajemnicach życia.

Moc różańca dotarła tam do mnie po raz pierwszy tak wyraźnie. Ale poruszała mnie też prostota tej modlitwy. Niepotrzebne nam były wzniosłe słowa, rozważania, wystarczyło zwyczajne odmawianie tajemnicy za tajemnicą i towarzyszące subtelnie wspomnienia naszego wspólnego życia – opowieści o. Joachima o Miriam z Nazaretu, o bliskości Boga czy mistyce codzienności. W każdej kolejnej dziesiątce w delikatny sposób można było odczuć obecność nie tylko drugiego człowieka. ­O. Jan Andrzej Kłoczowski, dominikanin, po śmierci swojego współbrata mówił, że o. Joachim całe życie zawierzał Matce Bożej i to Ona przeprowadzała go przez ostatnie dni na ziemi. Nas również prowadziła.

Minęło już sześć lat od tamtych doświadczeń. Różaniec jest moją codzienną modlitwą. I trzymam się go mocno w najtrudniejszych momentach życia. Tak było również niedawno, kiedy odchodził po ciężkiej chorobie mój rodzony brat, kapłan – ks. Krzysztof Syrek, pallotyn. Dla niego różaniec był modlitwą, która przynosiła ulgę w chorobie nowotworowej. „Kiedy bardziej boli – mówił – biorę różaniec do ręki i odmawiam tajemnice bolesne. Nie wiem, jak to się dzieje, ale ­boli mniej”. W tym doświadczeniu ­jego choroby moimi ulubionymi ­tajemnicami były tajemnice światła, szczególnie głoszenie królestwa Bożego. W tej tajemnicy kształtowała się cała nasza relacja jako rodzeństwa. Dzięki niej rozumiałam sens powołania mojego brata, ale też zrozumiałam sens spotkania z o. Joachimem Badenim. To dzięki niej potrafiłam być do końca z tymi, których kocham. Bosko-ludzkie tajemnice różańca – dla mnie osobiście są one fundamentem, na którym opiera się wszystko – relacja z drugim człowiekiem, życie i śmierć.

Artykuł pochodzi z Miesięcznika Różaniec – LUTY 2017 r.

Wydawnictwo Sióstr Loretanek POLECA

Żywy Różaniec Prawdziwie Boska Harfa

Żywy Różaniec Prawdziwie Boska harfa
Pauline Jaricot

W tekstach zebranych w niniejszej książce Pauline Jaricot pozwala nam dostrzec swą misyjną żarliwość i talenty organizacyjne, jawi się również jako pedagog wiary i mistrzyni życia duchowego. Jej pisma to owoc jej kontemplacji, a rozważania tajemnic różańcowych są niczym prawdziwy klejnot. Pozwólmy prowadzić się siostrze Marii Monice od Jezusa OP, która odsłania przed nami dzieło Żywego Różańca. Pozwólmy, by poprowadziła nas sama Paulina podwójną drogą: modlitwy i misji, w świetle Ewangelii, z modlitwą Maryi Panny.

Share.