„Jeśli chcę wiedzieć, czy jakaś osoba jest z Boga, to nie znam lepszego sprawdzianu od pytania, czy lubi odmawiać Zdrowaś Maryjo i różaniec” – pisze św. Ludwik Maria Grignion de Montfort.

Mówię wyraźnie «lubi», bo może się przecież zdarzyć, że ktoś z niemożności czy to naturalnej, czy nawet nadprzyrodzonej nie jest w stanie odmawiać różańca, ale lubi go i miłuje, i to zamiłowanie wpaja w innych” – wyjaśnia autor Traktatu o doskonałym nabożeństwie do Najświętszej Maryi Panny.

Zastanawiałem się nad sensem tych słów. Jak można lubić różaniec, ale go nie odmawiać? Zrozumiałem to podczas pobytu w jednym z domów prowadzonych przez Siostry Misjonarki Miłości w Rumunii, gdzie przez miesiąc mieszkałem i pracowałem z osobami niepełnosprawnymi.

Prawa ręka, wykrzywiona jak pienińska sosna na Trzech Koronach, wznosi się w niebo, zaciskając w sparaliżowanych palcach jakiś kawałek papieru, podczas gdy usta z wielkim trudem rozpoczynają: „Zdrowaś Maryjo…”. Jakby to był znak dla wszystkich, aby poczekali, aż… zabrzmi wypowiedziane z dumą i szacunkiem – i niejednokrotnie z ogromnym trudem – „owoc żywota Twojego, Jezus”.

Wszyscy tu rozumieją mozół tej modlitwy. Czekają. I w zmaganiu z taką wymową, która jest trudem ich życia, trudem dnia codziennego, mają nadzieję na lepsze jutro. Nie narzekają! Wypowiadanie słów to nie jedyny trud w ich modlitwie. Najpierw muszą z pomocą siostry czy opiekuna dotrzeć do kaplicy albo do sali, w której się modlą. Czasem tych kilkanaście metrów pokonują z trudem przez wiele minut. Tak „przygotowują się” do modlitwy różańcowej. Modlą się codziennie, ale najważniejsze jest to, że chcą się modlić!

Widząc ich trudy życia, zastanawiałem się nad siłą ich woli. Pewnego dnia pomagałem Sebiemu, jednemu z podopiecznych, wrócić do jego pokoju z wieczornej rekreacji, którą spędziliśmy w ogrodzie. Sebi chwycił mnie pod rękę, by łatwiej było mu utrzymać równowagę. Gdy przechodziliśmy obok dużej figury Niepokalanej Maryi, spojrzał na nią i bardzo wyraźnie do mnie powiedział: „To moja Mama!”. Wcześniej nie wypowiedział do mnie ani słowa. Czasem coś krzyczał – wołałem wówczas siostrę albo któregoś z opiekunów, by pomogli w komunikacji. Potem również nic już do mnie nie powiedział.

Cały wieczór o tym myślałem. Nie o znaczeniu wypowiedzianych słów, ale o tym, kto je wypowiedział – człowiek mający trudności z samodzielnym jedzeniem, poruszaniem się i mówieniem. Mimo to jego serce chce się modlić. To nie były jedyne myśli. Zatrwożyłem się, uświadomiwszy sobie, ile zawdzięczamy Bogu, i że narzekając, bezmyślnie Go obrażamy.

Chwyciłem za różaniec, chociaż było już po północy. Zdałem sobie sprawę z tego, że mogę przesuwać koraliki w dłoni i swobodnie wypowiadać: Zdrowaś Maryjo…, a tak często mi się po prostu nie chce!

Andrzej Ziółkowski

Artykuł pochodzi z Miesięcznika Różaniec – LUTY 2017 r.

Wydawnictwo Sióstr Loretanek POLECA

Różaniec ocala rodziny

Różaniec ocala rodziny
Praca Zbiorowa

Zbiór rozważań różańcowych jakich mało. Wyjątkowość ich zawiera się w tym, że są one zapisem doświadczeń życia Ewangelią w rodzinie. Autorami rozważań są rodzice, którzy zaprosili Boga i Maryję do swojego życia i razem z Nimi przeżywają powołanie do bycia małżonkiem i rodzicem.

Share.

„Różaniec” jest miesięcznikiem formacyjnym. Znajdziesz w nim treści, które pomogą Ci wzrastać na drodze życia duchowego. Głównym rysem pisma jest maryjny wymiar duchowości katolickiej.