Mam na imię Tomek i jestem alkoholikiem. Jestem też szczęśliwym człowiekiem. Szczęśliwym nie dlatego, że nie piję trzy lata, lecz dlatego, że od trzech lat trzeźwieję, czyli dojrzewam, pracuję nad sobą i uczę się żyć – z pomocą Boga, ludzi, których mi stawia na drodze każdego dnia, a także dzięki wstawiennictwu i opiece Maryi, dzięki modlitwie różańcowej…

Dlaczego „uczę się żyć”, mając prawie 44 lata? Przecież w sumie żyłem i funkcjonowałem całkiem nieźle: skończyłem studia, założyłem rodzinę, miałem pracę, dom, mnóstwo talentów, odnosiłem sukcesy osobiste i zawodowe…

ŻYCIE W UŁUDZIE

Teoretycznie byłem człowiekiem wierzącym, praktykującym. W rzeczywistości zaś, owszem, byłem religijny, ale tak naprawdę wypełniała mnie pustka duchowa. Wydawało mi się, że postępuję dobrze. Problem w tym, że chciałem być kimś innym niż byłem w rzeczywistości. Nie akceptowałem siebie, zatem przez większą część życia udawałem kogoś innego, lepszego – nie byłem sobą.

Mój dom rodzinny był dysfunkcyjny, chory: ojciec był alkoholikiem, mama – osobą niedojrzałą emocjonalnie. Żyłem w permanentnym lęku. Rodzice nie nauczyli mnie życia, bo sami nie potrafili żyć i tworzyć zdrowych relacji. Nie mam dziś do nich o to żalu – byli po prostu ­niedojrzali i chorzy. W tym chorym domu musiałem jakoś funkcjonować, w związku z tym grałem osobę bardzo silną, mądrą, doświadczoną itd., choć w rzeczywistości byłem bardzo malutki. Siłą rzeczy ujawniały się moje główne wady, a przede wszystkim pycha. Na wszystkich patrzyłem z góry (bo wszyscy byli gorsi ode mnie), oceniałem, krytykowałem. Uważałem, że sam umiem sobie ze wszystkim radzić, nie przyjmowałem więc rad czy propozycji wsparcia od innych. Jednocześnie bardzo bałem się krytyki.

SZUKAJĄC SZCZĘŚCIA

A przy tym miałem przecież pragnienia, chciałem być szczęśliwy. Tylko nie umiałem zrozumieć, że kluczem do szczęścia nie jest spełnianie swoich zachcianek, lecz poznanie i wypełnienie woli Boga, a także słuchanie innych. A ja chciałem po swojemu. I uciekałem od odpowiedzialności, od trudów, szukałem przyjemności, żyłem bardzo szybko i dynamicznie, angażując się w wiele spraw naraz. Niby pozostawałem blisko Kościoła – byłem ministrantem, lektorem – ale bardziej występowałem, odgrywałem rolę, niż służyłem. Tylko wtedy czułem się dobrze, gdy zostałem pochwalony. Chciałem być podziwiany. Modliłem się, owszem, ale bardziej żeby „zaliczyć” niż żeby wejść w relację z Bogiem. Głównie Go o coś prosiłem, natomiast mało Mu dziękowałem za wszystko, a o uwielbianiu Boga nie miałem pojęcia.

Miałem, jak się później okazało, powołanie do kapłaństwa, ale nawet nie chciałem się temu przyjrzeć. Bałem się życia w samotności, tak wtedy myślałem. Chciałem mieć żonę, dzieci. I miałem rodzinę, ale nie było w niej szczęścia. Były tylko wymagania i żądania z mojej strony, siłą rzeczy nie do spełnienia, bo chciałem zmieniać innych, a nie siebie. Nie wiedziałem, czym tak naprawdę jest miłość. Uciekałem coraz bardziej, oczywiście w alkohol, bo to najłatwiejszy i akceptowany społecznie sposób na „odstresowanie”.

PRZEMIANA

Nie będę opisywał procesu mojej degradacji, w skrócie powiem, że pijąc ponad 15 lat, w ostatnich latach destrukcyjnie, po kolei traciłem wszystko: rodzinę, dom, pracę jedną po drugiej, zdrowie, godność, człowieczeństwo… Bóg w swym miłosierdziu dawał mi wiele szans. Skończyłem różne terapie, spotykałem ludzi, którzy ­pokazywali mi, jak działa Pan Bóg, jaki jest naprawdę. Obraz Boga miałem z dzieciństwa kompletnie wypaczony. Rodzice nie ­umieli pokazać mi Jego dobroci, po prostu kazali mi chodzić do kościoła i się modlić. Chcieli dobrze, inaczej nie umieli.

Mimo pojawiających się szans ciągle byłem pełen pychy i igrałem sobie z Panem Bogiem. Po chwilowych „wzlotach” duchowych ciągle wracałem do picia, bo brakowało mi pokory.

Pięć lat temu (jeszcze kiedy piłem) przyłączyłem się do wspólnoty różańcowej rodziców modlących się za dzieci i rodziny. Chciałem, aby moja córka miała „parasol ochronny”. Powoli następowała przemiana… Odmawiałem swój dziesiątek, nie wiedząc nawet, jak wielka jest siła różańca i w ogóle siła modlitwy, gdy więcej niż jedna osoba prosi w tej samej intencji. Bardzo dużo osób modliło się także za mnie, o moją przemianę.

Gdy blisko trzy lata temu osiągnąłem dno, gdy praktycznie znalazłem się w piekle – fizycznym, psychicznym, emocjonalnym i duchowym – stanąłem w prawdzie i w pokorze przed Panem: ja nie mogę – Ty możesz. Pan dał mi jeszcze jedną szansę; wiem, że to może być ostatnia. Wiem też, że sam z siebie nic nie mogę. Zacząłem słuchać innych ludzi, akceptować ich takich, jakimi są, i akceptować siebie. Zrozumiałem, że nie muszę udawać kogoś innego, że jestem ukochanym dzieckiem Boga.

CZŁOWIEK NIE JEST SAM

Dziś spełniam się, kiedy służę innym swoimi talentami, oddając komuś swój czas, uwagę. Posługuję muzycznie i modlitewnie w kilku wspólnotach, m.in. w Odnowie w Duchu Świętym. Odkryłem siłę wspólnoty – ile znaczy „więcej niż ja sam”. Nauczyłem się przyznawać do błędów, przepraszać i prosić o pomoc, a moje życie nie składa się z sukcesów i porażek, tylko z sukcesów i… doświadczeń. Doświadczenia są źródłem rozwoju. Wiele siły i mądrości czerpię od Wspólnoty Anonimowych Alkoholików, systematycznie uczęszczając na mityngi. Tylko ktoś, kto ma ten sam problem co ja, może mnie zrozumieć. I nie oceni.

Dziś wiem, że modlitwa wstawiennicza ma ogromną moc. Przemianę wymodlili mi inni ludzie, różańcem i koronką. Jestem wdzięczny Bogu, Maryi i każdemu człowiekowi, którego spotykam na swojej drodze, bo wszyscy ludzie są dziś dla mnie darem… I ja mogę być darem dla innych.

Tomek

Artykuł pochodzi z Miesięcznika Różaniec – KWIECIEŃ 2017 r.

Wydawnictwo Sióstr Loretanek POLECA

Apostata Krystyna Sztramska

Apostata
Krystyna Sztramska

Bohaterowie opowiadań z tomu Apostata znajdują się w sytuacjach z życia wziętych. Przeżywają zmagania wewnętrzne nieobce nam i naszym bliskim: jedni wychodzą z nich zwycięsko, inni przegrywają, losy kolejnych pozostają dla nas nierozwiązane. Dyskretnie podane cytaty z Katechizmu Kościoła Katolickiego osadzają ich problemy w kontekście Dekalogu. (...)

Share.

„Różaniec” jest miesięcznikiem formacyjnym. Znajdziesz w nim treści, które pomogą Ci wzrastać na drodze życia duchowego. Głównym rysem pisma jest maryjny wymiar duchowości katolickiej.