Modląc się do Boga, prosimy Co o pomoc w naszych codziennych trudnościach. Tymczasem Stwórca nie tylko zsyła nam pomyślność, lecz także dopuszcza do nas trudności. Czy to drugie oznacza, że mniej nas kocha albo że w czymś zawiniliśmy?
Patrząc po ludzku, w ziemskiej działalności Jezusa możemy dostrzec wiele sukcesów, ale koniec Jego aktywności to „porażka” krzyża, śmierci oraz rozproszenia się Jego uczniów. Maryja tę drogę „od sukcesu do porażki” przeżywa razem z Synem. Ten krok wiary z Maryją uczy nas zatem przyjmowania dokonań i jeszcze bardziej – upadków, żeby móc powtórzyć za św. Pawłem: „Umiem cierpieć biedę, umiem też korzystać z obfitości” (Flp 4,12).
Niepowodzenie przeżywane na wzór Maryi nie ściąga nas w dół, ale ciągnąc w górę, przybliża do nieba. Ta „piękna porażka” ma zatem dwa znaki rozpoznawcze: dzięki niej szerzy się chwała Boża i umacnia się wiara ludzi. Scena z Kany Galilejskiej kończy się zdaniem: „Objawił swoją chwałę i uwierzyli w Niego Jego uczniowie” (J 2, 11).
[FMP]
SPOJRZENIE NA JEZUSA I MARYJĘ
Jezus Chrystus od początku doświadczał zwykłych ludzkich sukcesów i porażek. Jego pierwsze wystąpienia wielu zachwycały. Mówili, że jeszcze nigdy nie widzieli czegoś podobnego, aby zaraz potem chcieć Go strącić ze skały w Jego rodzinnym Nazarecie (por. Łk 4, 14-30). Lud, który w Jerozolimie witał Jezusa uroczystym „Hosanna” (sukces), kilka dni później krzyczał „ukrzyżuj Go!” (porażka).
Maryja także doświadcza w swoim życiu zmienności. Św. Jan tylko dwukrotnie wspomina Maryję w swojej Ewangelii. Przywołuje Jej obecność na początku – w trakcie wesela w Kanie oraz na końcu – pod krzyżem na Golgocie. Warto przy tym zauważyć, że w redakcji Jana nie znajdziemy imienia Maryi. Narrator nazywa Ją „Matką”, a Jezus zwraca się do Niej „Niewiasto” lub „Kobieto”. W tym kontekście można zauważyć ewolucję Maryi, która z Oblubienicy (panny młodej) staje się dojrzałą Kobietą i Matką. Początkowo Maryja może mieć Jezusa tylko „dla siebie”, a później jest On coraz bardziej „dla innych”. Maryja wchodzi w plan zbawienia jako młodziutka panienka i Oblubienica, ale w drodze staje się „Nową Ewą”, Winnicą (por. Ps 80), Nowym Ludem Bożym i Kościołem. Może dlatego wszystko, co można powiedzieć o Kościele, odnajdziemy w Maryi i odwrotnie. Ona jest wzorem Kościoła.
Szósty krok wiary Maryi uczy nas przechodzenia od zażyłości do dystansu. Maryja, która nosiła Jezusa pod sercem, karmiła Go piersią i nawet spała obok Niego, przy końcu jako kobieta nie może nawet podejść bliżej, nie może Go dotknąć, przytulić ani pocałować. Najpierw mogła Mu usługiwać, gotować czy myć Go, a później nie mogła zrobić nic, tylko trwać.
WOLNOŚĆ OD SUKCESU I PORAŻKI
Maryja uczy otwartości na sukces i porażkę, ale także wolności od nich, czyli braku przywiązania. Zagrożeniem dla człowieka przeżywającego sukces jest pycha i próżna chwała, a niebezpieczeństwem dla osoby znajdującej się w okolicznościach porażki jest frustracja i zgorzknienie. Bóg wychowuje przez sukcesy i porażki. Sukces może być potrzebny zwłaszcza na początku, ponieważ często ułatwia znoszenie trudności. Porażka ukierunkowuje nas na Boga, czego potwierdzenie znajdujemy w powiedzeniu: „Jak trwoga, to do Boga”. Nasze sukcesy mogą chwalić Boga i umacniać braci, ale bardziej wymowne będą nasze osobiste porażki. W nich Bóg może być bardziej eksponowany.
SZKOŁA WSTAWIENNICTWA
Maryja jest doskonałym przykładem osoby, która wstawia się za innymi. Ona nie koncentruje się na sobie, ale na Bogu, a w następstwie tego – także na bliźnim. Widzi Jezusa i dostrzega potrzeby braci. Ze wszystkim idzie najpierw do Jezusa i Jemu o tym opowiada. Uczy nas otwartej modlitwy, czyli mówi Bogu, co widzi, ale nie podpowiada, co On ma zrobić.
Cel życia tego, kto się wstawia za innymi, zawiera się w zdaniu z Ewangelii św. Jana: „Objawił swoją chwałę i uwierzyli w Niego Jego uczniowie” (J 2, 11). Wstawiającemu się za kimś zależy, aby Bóg był wywyższony i aby szerzyła się żywa wiara wśród braci. Środkiem do tego celu mogą być rozmaite osobiste sukcesy, a może jeszcze bardziej porażki.
JAK WEJŚĆ W SZÓSTY KROK WIARY?
- Przyjmować to, co niesie życie, teraźniejszość. Nie trzeba wymyślać wielkich umartwień. Jeśli przeżywamy obecnie sukces wesela w Kanie, to cieszmy się nim, a jeśli doświadczamy bólu porażki, to nie uciekajmy spod naszej małej Golgoty.
- Akceptować swoją kondycję związaną z wiekiem. Uczyć się starzenia, bo niewątpliwie z czasem nasze fizyczne możliwości będą coraz bardziej ograniczone. Doceniać starość w domu, rodzinie, a nie powtarzać laickiego: „starość się Bogu nie udała”.
- Doceniać poczucie bliskości, zażyłości z Bogiem, ale jeszcze bardziej poczucie oddalenia i dystansu. Ból rozłąki pogłębia tęsknotę, która karmi miłość.
- Być aktywnym dla Jezusa, angażować się w różne działania duszpasterskie Kościoła, poznawać i zgłębiać nauczanie papieża.
- Sukcesy życiowe i duszpasterskie natychmiast oddawać Bogu, aby nie skupiać się na sobie i nie karmić podstępnej pychy. Sukces może łatwo prowadzić do duchowej porażki.
- Odkrywać wartość trwania przy Panu w tzw. świętej bierności, bez bycia w „akcji”. Trzeba przy tym uważać, żeby nie pomylić tego z usprawiedliwianiem własnego lenistwa. Nie tyle chodzi o to, co robić dla Jezusa, ile o to, jak być z Jezusem.
- Receptą na skupianie się na sobie jest zauważanie problemów bliźnich i modlitwa wstawiennicza.
COKOLWIEK WAM POWIE
Maryja przekonuje nas, że tylko przechodząc od osobistych sukcesów do porażek, możemy uczyć się wrażliwości i spostrzegawczości osoby, która wstawia się za bliźnim. Człowiek skupiony na innych może – jak Maryja na weselu w Kanie – jako pierwszy zauważyć braki na zapleczu. Maryja umie się bawić na weselu (sukces), ale jeszcze bardziej umie czuwać w momencie zagrożenia (porażka).
Uczy nas ponadto dyskrecji, która polega na natychmiastowym zwróceniu się do Boga w otwartej modlitwie. „Zróbcie wszystko, cokolwiek wam powie” (J 2, 5) – to jedyne słowa w Biblii, które Maryja kieruje do grupy ludzi. Jedyne Jej kazanie. Nie ma w nich nuty morali- zowania, wywyższania się, pouczania, bo „jeden jest wasz Nauczyciel, a wy wszyscy jesteście braćmi” (Mt 23, 8). Te dwie frazy ukazują nam tożsamość Kościoła.
Maryja uczy nas, że celem życia oblubienicy nie jest przytulanie się, nie są nim też intymne doznania wynikające z relacji z ukochanym. Tym celem jest bycie matką. Dziewica, która dała się przeprowadzić od sukcesu do porażki, staje się dojrzałą niewiastą odpowiedzialną za swoje dzieci. Nie szuka już osobistych doznań i uciech, ale dobra swojego potomstwa. Maryja, dzięki tej drodze, z prostej dziewczyny z Nazaretu staje się Matką Kościoła i świata.
Szósty krok wiary jest obietnicą dla małodusznych, że staną się wielkoduszni i zdolni kochać najodleglejszych nieprzyjaciół. Bóg to sprawia i to „jest cudem w naszych oczach” (Mt 21,42).Uczmy się od Maryi przeżywania sukcesów i porażek dla Kościoła, czyli na chwałę Bożą i dla wzmocnienia braci.
Artykuł pochodzi z Miesięcznika Różaniec – Luty 2020 r.
[/FMP]
