– Jak to usłyszałaś głos Boga? – Przełożona Sióstr Misjonarek Matki Bożej z Loreto starała się być uprzejma i spokojna, trudno jednak było jej ukryć zdumienie wobec tego, o czym mówiła s. Teresa.
– W pociągu… Usłyszałam go w tym pociągu, którym jechałam do Darjeeling. Nie był to głos słyszalny, ale bardzo mocny i dobitny – tłumaczyła s. Teresa. – Nakazał mi, bym opuściła klasztor i służyła najbiedniejszym z biednych, i żyła pośród nich. Mam podążyć za Chrystusem do slumsów i tam służyć Mu, zajmując się najuboższymi z ubogich.
– Czyżbyś zapomniała, że złożyłaś śluby ubóstwa, czystości i posłuszeństwa? – Matka przełożona podkreśliła ostatnie słowo, patrząc na swoją podopieczną z pewnym niesmakiem.
– Nie, matko przełożona, wiem dobrze, jakie śluby złożyłam, ale wiem też, że Jezus mnie posyła. To powołanie w powołaniu. Nie chcę sprzeniewierzyć się ślubom, nie chcę przestać być zakonnicą, chcę jedynie wystąpić o eksklaustrację, by móc swobodnie poruszać się pośród najuboższych. Proszę cię, matko, o pozwolenie na posługę poza murami klasztoru.

Matka przełożona wstała zza biurka i podeszła do okna. Nie chciała, by s. Teresa widziała jej lęk, bezradność i dezaprobatę, które na przemian malowały się na jej twarzy. Cóż ta dziewczyna znowu wymyśliła!? Czy nie jest jej dobrze tu, w klasztorze? Czy nie spełnia się w swoim nauczycielskim powołaniu? Co za diabeł szarpie nią i miota? Jeszcze gotowa przysporzyć kłopotów i ściągnąć na klasztor niezadowolenie władz!

– Dobrze wiesz – odezwała się wreszcie niepewnie – że siostrom nie wolno wychodzić z klasztoru. Jesteś dyrektorką szkoły, dziewczęta cię uwielbiają, nawet gdy jesteś dla nich surowa. Chcesz to wszystko stracić, zaprzepaścić szansę, którą dał ci Bóg, by wychować młode hinduskie dziewczęta na dobre i szlachetne kobiety?

Oczy Teresy wypełniły się łzami.

– Nie, matko, kocham te dziewczęta i kocham uczyć, ale ten głos… On jest silniejszy od wszystkiego, silniejszy ode mnie samej. Muszę go posłuchać, muszę…, muszę… Tuż za bramą naszego klasztoru są ludzie, którzy głodują, widzę ich codziennie przez okno, nie mogę patrzyć bezczynnie, nie mogę żyć tutaj w spokoju i dostatku, mając świadomość, że oni tam są i potrzebują pomocy…
– No cóż… – westchnęła matka przełożona – sama nie mogę podjąć tak ważnej decyzji. Dobrze wiesz, jak trudna jest sytuacja polityczna w Indiach. Może się okazać, że Hindusi zabiją cię, jak tylko wyjdziesz za bramę. Ja mogę ręczyć za twoje bezpieczeństwo, dopóki jesteś w klasztorze, ale skoro chcesz go opuścić… Pomówię z arcybiskupem Perierem. Zobaczymy, co na to powie. Jeśli się zgodzi, w przyszłym miesiącu przekażę twoją prośbę do Watykanu.
– Dziękuję, matko, dziękuję. – Teresa złożyła ręce i w geście wdzięczności trzy razy ukłoniła się matce przełożonej. Była pewna, że arcybiskup pozytywnie odpowie na jej prośbę, przecież to dobry człowiek, nie będzie się sprzeciwiał woli Boga.

A jednak sprawy nie potoczyły się tak prosto, jak s. Teresa tego oczekiwała. Arcybiskup nie odmówił wprawdzie, lecz polecił, żeby zainteresowana sama napisała list do papieża, co natychmiast uczyniła. Niestety, czas płynął, a odpowiedź z Watykanu nie nadchodziła. Dla Teresy rozpoczął się czas wewnętrznych trudności, ciemności i niepewności. Po czterech miesiącach znów zwróciła się do przełożonej ze swoją prośbą.

– Jeśli tak bardzo chcesz posługiwać poza klasztorem, dlaczego go po prostu nie opuścisz?

Teresa popatrzyła na przełożoną ze zdumieniem. Nie, tego nie chciała. Była zakonnicą od szesnastu lat, loretanki były jej rodziną, jakże mogłaby je tak po prostu opuścić! Nie, była pewna, że nie o to chodziło Bogu, gdy przemówił do niej wtedy, w pociągu. O co zatem? Co miała uczynić? Jak przekonać władze kościelne do swojego powołania w powołaniu? Ogromne ciemności znów zalały jej duszę. Jedyne, co mogła i potrafiła zrobić, to modlić się i czekać.

Mijały miesiące. S. Teresa, wierna swoim ślubom, przykładała się pilnie do wychowywania hinduskich panien z dobrych domów, które zarażała swoją miłością do najuboższych. Dziewczęta raz w tygodniu chodziły do slumsów, by tam karmić głodnych i pomagać najbardziej opuszczonym, sama Teresa nigdy jednak z nimi nie wychodziła; chciała być posłuszna woli przełożonych, a ci nie ­wyrazili jeszcze zgody na jej misję poza klasztorem. Jednak głos w sercu nie dawał spokoju. „Pójdź – mówił jej – bądź moim światłem”. „Lecz jak, Panie? – pytała. – Pokaż mi, gdzie jesteś, a pójdę za Tobą”. Bóg jednak nie powiedział niczego więcej, a Teresie zdawało się, że ukrył przed nią swoją twarz. Cierpiała bardzo. Pragnęła służyć Bogu, pragnęła Jego samego, lecz On wydawał się zupełnie nieobecny. Nigdy więcej nie przemówił już do niej, nawet wtedy, gdy po dwóch latach od tamtej pierwszej rozmowy z przełożoną uzyskała wreszcie zgodę na opuszczenie klasztoru loretanek i założenie własnego zgromadzenia. Przez resztę swojego życia działała pośród wewnętrznych ciemności, lecz nikt nigdy nie domyślił się, że napełniając innych miłością Boga, sama odczuwa wielką pustkę i tęsknotę za Nim. „Jeśli kiedykolwiek będę świętą, na pewno będę świętą od ciemności – napisała po latach do swojego kierownika duchowego. – Będę ciągle nieobecna w niebie, aby zapalać światło tym, którzy są w ciemnościach na ziemi”.

Matka Teresa z Kalkuty została kanonizowana przez papieża Franciszka w czasie Nadzwyczajnego Jubileuszu Roku Miłosierdzia, 4 września 2016 r. Spośród ogromnej ilości książek i filmów, jakie zaczęły powstawać jeszcze za życia świętej z Kalkuty, szczególnie polecamy lekturę jej prywatnych pism, zatytułowanych Pójdź, bądź moim światłem.

Artykuł pochodzi z Miesięcznika Różaniec – WRZESIEŃ 2017 r.

Wydawnictwo Sióstr Loretanek POLECA

Nowe Portrety Świętych Tom 1

Nowe Portrety Świętych Tom 1
Antonio Sicari OCD

Obraz oglądany po wielekroć wydaje się znany w najdrobniejszym szczególe. A jednak za którymś razem strumień światła padającego pod innym kątem może niespodziewanie odsłonić coś, co dotąd ukryte było w cieniu. Podobnie jest ze świętymi. Napisano o nich wiele, dużo też o samej świętości powiedziano. Czy można coś jeszcze dodać? Zwłaszcza w dzisiejszych czasach, które nie są „erą świętych”? Ta – tak nam się zdaje – dawno minęła. Zostały tylko pożółkłe fotografie i wyblakłe ryciny w pociemniałych ramach…

Share.

Dr nauk humanistycznych w specjalności nauk o sztuce. Absolwentka UW i UKSW.