Od najwcześniejszych lat swojego życia mała Imelda żarliwie pragnęła dostąpić łaski przyjęcia Pana Jezusa pod postacią chleba do swojego serca. W końcu sam Zbawiciel spełnił to marzenie dziewczynki poprzez cud eucharystyczny.

Imelda urodziła się przed niemalże siedmiuset laty, pomiędzy 1320 a 1322 rokiem, w arystokratycznej, pobożnej rodzinie Lambertinich w Bolonii, we Włoszech. Mama bardzo wcześnie zaczęła zabierać córkę do kościoła.

„To jest Ciało moje, które za was będzie wydane”

Możemy sobie tylko wyobrażać, jak Pan Jezus, ofiarujący się w ofierze Mszy świętej, napełniał serce dziewczynki współczuciem i miłością, a także jakie wrażenie robiła na niej uroczysta, podniosła atmosfera Najświętszej Ofiary. Mała Imelda niejednokrotnie pytała, po co pod koniec każdej Mszy świętej ludzie idą do ołtarza i „co tam dostają”. Mama jej tłumaczyła, że tam sam Pan Jezus zstępuje do ludzkich serc.

Takie były początki ogromnej tęsknoty Imeldy. Tej tęsknoty jednak nikt nie był w stanie zaspokoić – tak małe dzieci nie mogły wówczas przyjmować Komunii świętej.

Wkrótce Imelda dowiedziała się także, że żyją na świecie niewiasty, które całe swoje życie poświęcają Panu Jezusowi, modląc się i pracując w klasztornej ciszy. Odtąd Imeldzie towarzyszyło nieustanne pragnienie zostania małą mniszką oraz przyjęcia Jezusa do serca. Rodzice początkowo sądzili, że to tylko dziecięcy zapał, który szybko wygaśnie. Po dłuższej obserwacji córki i wielu rozmowach z nią stwierdzili jednak, że jej pragnienie jest ponad wiek dojrzałe i w pełni świadome. Spełnili zatem jedno z marzeń córki: dziewięciolatka została małą dominikanką w klasztorze, na okres próby.

Za klasztorną furtą

Każdy dzień za klauzurą mijał w ciszy; czas upływał na modlitwie i codziennych obowiązkach dostosowanych do wieku dziewczynki. Czuła się doskonale w tym miejscu. Świadectwa ówczesne stwierdzają nawet, że Imelda „w dyscyplinie i świętości obyczajów przewyższała inne siostry, które w swym wieku i liczbie lat życia zakonnego były o wiele bardziej posunięte”.

Nie była jednak w pełni szczęśliwa, brakowało jej jednego: przyjęcia Jezusa w Eucharystii. Przepisy kościelne nie pozwalały wówczas na przystąpienie do tego sakramentu w tak młodym wieku. Wszyscy mówili Imeldzie, że musi czekać jeszcze co najmniej trzy lata. Młodziutka mniszka ze smutkiem patrzyła, jak pozostałe siostry idą podczas Mszy świętej do przodu, by klęcząc na stopniach ołtarza, z rąk kapłańskich przyjąć do ust Pana Jezusa. Choć księża i przełożeni znali nadzwyczajną duszę dziewczynki, nie widzieli żadnej możliwości, aby ją dopuścić do Komunii świętej.

„Powiedzcie, kochane siostry, jak to jest możliwe: Boga do swego serca przyjąć, nie umierając przy tym z miłości do Niego?” – są to jedyne słowa Imeldy, które się zachowały. Boski Oblubieniec nie pozostawił bez odpowiedzi miłującej tęsknoty dziecięcego serca. Spełnił marzenie Imeldy, a stało się to poprzez historycznie udowodnione, niezwykłe wydarzenie, znane dziś ­jako jeden z największych cudów eucharystycznych.

Miłość aż po kres

Był 12 maja 1333 r., wigilia Wniebowstąpienia Pana Jezusa. Msza święta dobiegła już końca, siostry udały się do swoich zajęć. Tylko Imelda, przynaglona wewnętrznym impulsem, wróciła do kaplicy. Nagle na chórze rozbłysło jasne światło, oświetlające całą nawę, a towarzyszył mu słodki, przyjemny zapach. Pod sklepieniem dziewczynka dostrzegła unoszącą się samoistnie, promieniującą blaskiem białą Hostię. Poruszona, wyciągnęła ręce ku Jezusowi i nieruchomo zastygła. W tej chwili do kaplicy przyszły inne dominikanki, przywabione blaskiem i zapachem. Wezwały kapłana. Przejęty ksiądz nałożył szaty liturgiczne i w drżącą dłoń chwycił złotą patenę. Hostia powoli opadła. Gdy była już na patenie, kapłan zwrócił się do Imeldy słowami: „Oto Baranek Boży, który gładzi grzechy świata…”. Dziewczynka upadła na kolana i do ust przyjęła Pana Jezusa. Spełniło się jej największe marzenie, największa tęsknota jej dziecięcego serca. Siostry dyskretnie wycofały się, aby mała dominikanka mogła w ciszy oddać się dziękczynieniu. Gdy po jakimś czasie wróciły, zobaczyły, że Imelda nie żyje. Zmarła z miłości do Pana Jezusa. Po zjednoczeniu ze swym Oblubieńcem obecnym w Hostii połączyła się z Odwiecznym Zbawcą na niebiańskiej uczcie weselnej; Imelda weszła tam wskutek ogromu miłości i szczęścia.

Komunia święta była dla bł. Imeldy Lambertini pierwszą i zarazem ostatnią: jednoczącą z Bogiem na całą wieczność. Dziewczynka pokazuje do dziś, że Pierwsza Komunia święta w życiu każdego dziecka winna jednoczyć je doskonale z Panem Jezusem, a ta jedność nie powinna nigdy być zerwana, bez względu na wiek człowieka. Tylko grzech śmiertelny zrywa komunię z Bogiem, jednak nawet po takim nieszczęściu można odzyskać jedność z Panem, wrócić do stanu łaski uświęcającej – poprzez sakrament spowiedzi świętej. Dlatego Pierwsza Komunia święta może i powinna na zawsze zjednoczyć dziecko z Przedwiecznym Ojcem, będącym zarazem Oblubieńcem każdego dziecięcego serca.

Artykuł pochodzi z Miesięcznika Różaniec – CZERWIEC 2017 r.

Wydawnictwo Sióstr Loretanek POLECA

Tak się przygotuj do Pierwszej Komunii Świętej

Tak się przygotuj do Pierwszej Komunii Świętej
bł. ks. Ignacy Kłopotowski

„Twoja Pierwsza Komunia Święta jest dla ciebie najważniejszą sprawą z całego życia” — pisze Autor — i podpowiada dzieciom, jak najlepiej przygotować się do tego wydarzenia. [...]

Share.