W czasach starożytnych i średniowiecznych rolę upowszechniania prawd religijnych i moralnych pełniły legendy, krążące z ust do ust i przepisywane przez pracowitych kopistów. Kształtowały one postawy rycerskie, tworzyły obraz sprawiedliwego króla, miłosiernej niewiasty, pokornego i bogobojnego chłopa. One też były przyczyną popularności ruchów religijnych. To w dużej mierze dzięki rozpowszechnieniu stworzonej przez bł. Alana de la Roche legendy o św. Dominiku Różaniec w XV w. podbił Europę.

Istnieje wiele pięknych legend różańcowych. Czy należy uważać je za opowiadania wprawdzie budujące, ale nieprawdziwe? Nie, bo chociaż opisanych w nich wydarzeń nie można traktować jako faktów historycznych, to jednak zawarte są w nich pewnego rodzaju prawdy – te, które świadczą o rzeczywistości innej niż historyczna, które mówią o prawach ludzkiej duszy…

Przytoczone niżej opowiadania zawierają w sobie religijne prawdy oczywiste dla człowieka wierzącego. Może warto przypomnieć różańcowe legendy i dzisiaj? Może wielu sercom powiedzą one więcej niż uczone wywody teologów?

LEGENDA O RYCERZU, KTÓRY ZOSTAŁ MNICHEM

Żył w średniowieczu rycerz, który bardzo kochał Matkę Najświętszą. Miał w zwyczaju codziennie pleść wianki z kwiatów i koronować nimi napotykane na swych drogach maryjne figury. Wielka miłość do Matki Bożej zaprowadziła go w końcu przed bramę klasztorną; szlachetny rycerz został mnichem. Musiał ciężko pracować i nie miał ani czasu, ani możliwości, by dalej trwać w swoim pobożnym zwyczaju zbierania kwiatów dla swojej Madonny.

Duszę rycerza wypełnił smutek i gorycz. Wtedy stary zakonnik poradził mu, aby zaczął odmawiać pięćdziesiąt Zdrowaś, Maryjo i w ten sposób z Pozdrowień Anielskich układał mistyczne wieńce róż dla Matki Najświętszej.

Mnich nadal jednak przeżywał rozterki; dręczyła go nawet pokusa, by wystąpić z klasztoru i powrócić do świata, by na łąkach zbierać najpiękniejsze kwiaty dla Tej, którą bezgranicznie umiłował.

I oto zdarzyło się, że przełożony wyprawił go w drogę. Utrudzony całodzienną podróżą zsiadł z osia, aby odmówić pięćdziesiąt Zdrowaś, Maryjo. Kiedy trwał pogrążony w modlitwie, nadszedł złoczyńca. Ujrzawszy mnicha, postanowił go zabić i okraść. Już zbliża! się, by napaść go znienacka. Już podnosił rękę do ciosu, kiedy między nim a mnichem stanęła jakaś nadzwyczajnej piękności pani. Przerażony ujrzał, jak nieznajoma układa wieniec z róż zdejmowanych z ust modlącego się mnicha. Kiedy wplotła ostatnią, pięćdziesiątą różę, włożyła sobie wieniec na głowę…

Była to Matka Najświętsza, która objawiła się złemu człowiekowi i uratowała życie swego czciciela. Rabuś padł na kolana i cały drżąc, opowiedział wszystko mnichowi. I tak oto bandyta się nawrócił, a mnich został utwierdzony w odmawianiu swoich modlitw.

*

Opowiedziane wydarzenie przekazuje nam ważną prawdę – modlitwa różańcowa jest piękna, ma wielką wartość, podoba się Maryi. Legenda ta przez wieki pobudzała ludzi do odmawiania koronki składającej się z pięćdziesięciu Zdrowaś, Maryjo. Ona też leży u źródeł dwóch nazw naszego nabożeństwa maryjnego – Różańca oraz koronki.

LEGENDA O PIERWSZYCH MĘCZENNICACH I RÓŻACH

Kiedy w pierwszych wiekach chrześcijaństwa młode dziewczęta z radością szły na spotkanie z dzikimi zwierzętami, by ponieść śmierć męczeńską, wszystkie one ubierały się w świąteczne suknie, a na głowy wkładały wieńce uplecione z róż. Szły na wielkie święto – na spotkanie z Królem królów, Jezusem Chrystusem, dla którego imienia miały za chwilę oddać życie. Szły na spotkanie swego Oblubieńca. Szły na swoje wieczne wesele. I choć ich słabe ciała drżały z przerażenia, promieniowała z nich radość. Bez wahania wychodziły naprzeciw dzikim zwierzętom.

Kiedy zapadał zmrok, chrześcijanie przychodzili do Koloseum i zbierali z cyrkowej areny róże. Trzymając je w dłoniach, zanosili do Boga tyle modlitw, ile znaleźli róż rozsypanych na placu męczeństwa.

*

Ta ciekawa legenda tłumaczy pochodzenie nazwy Różańca, przekonuje, że w pierwszych wiekach Kościół łączył modlitwy z różami. Tak było w okresie prześladowań, w czasach pierwszych męczenników. Dziś łączymy modlitwę do Maryi z Różańcem, a odmawiane „Zdrowaś” liczymy na jego paciorkach.

LEGENDA O BOGOBOJNEJ EULALII

W średniowieczu rozpowszechniona była legenda o pewnej mniszce imieniem Eulalia. Siostra ta, chcąc, aby jej modlitwy były milsze Matce Bożej, a dla niej samej bardziej pożyteczne, miała w zwyczaju każdego dnia z miłości do Matki Najświętszej powtarzać Ave Maria gratia plena, Dominus tecum tyle razy, ile jest Psalmów w psałterzu. Aby odmówić je wszystkie, musiała wypowiadać słowa Pozdrowienia Anielskiego bardzo szybko.

Tej to Eulalii ukazała się Matka Najświętsza, która przemówiła do niej następującymi słowami: „Nie lękaj się, moja córko, spotkania z Matką, której w każdą sobotę oddajesz cześć całym sercem. Upominam cię jednak, że jeśli chcesz, aby twoje nabożeństwo do Mnie przynosiło ci korzyść, a przeze Mnie było chętniej przyjmowane, nie wymawiaj w przyszłości słów Ave, Maria tak pospiesznie. Pozwól, że powiem ci, iż kiedy witasz mnie słowami Anielskiego Pozdrowienia, moje serce napełnia się radością, szczególnie wtedy, gdy spokojnie i powoli wypowiadasz słowa Dominus tecum. Przyjemność, jaką w nich znajduję, jest większa, niż mogę to wyrazić słowami. Wydaje mi się, że znowu czuję w sobie mojego Syna, który zechciał łaskawie stać się człowiekiem i narodzić się ze Mnie dla zbawienia grzeszników. Jak wtedy przeżywałam niewypowiedzianą radość, tak samo czuję ją i teraz, kiedy w Anielskim Pozdrowieniu mówisz do Mnie słowa Dominus tecum”.

Słysząc to, służebnica Chrystusowa została napełniona niewypowiedzianą radością i w zamian za to miłosne pocieszenie i pełne łagodności napomnienie ofiarowała swej najsłodszej Matce wielorakie modlitwy. A Matka wszelkiego stworzenia, odszedłszy od niej, powróciła do chwały nieba, gdzie pozostaje z Synem na wieki. Zaś Eulalia, napomniana przez Matkę naszego Pana, zrezygnowała z dwóch trzecich odmawianych dotychczas modlitw, a pozostałe mówiła z wielką uwag.

*

Nauka płynąca z tego przekazu jest prosta: powinniśmy modlić się w skupieniu i uważnie, tak aby nasze słowa wyrażały miłość i przekazywały prawdę serc. Nasza modlitwa winna być podobna do modlitwy anioła. Wówczas będzie ona największą radością Matki Bożej.

LEGENDA ZNALEZIONA W SZKOCKIM MANUSKRYPCIE

Związana jest ona z tradycją zapoczątkowaną w Anglii przez św. Anzelmą arcybiskupa Canterbury, który ułożył modlitwę do Matki Bożej opartą na Psalmach i składającą się ze stu pięćdziesięciu wierszy (każdy zaczynał się od słowa, „Zdrowaś”). Modlitwę tę napisał św. Anzelm dla mnichów z Canterbury i polecił odmawiać ją codziennie. Nazwał ją „Psałterzem Najświętszej Maryi Panny”.

Jedna z legend związanych z tym wydarzeniem pochodzi ze szkockiego manuskryptu. Opowiada ona o młodym człowieku, który odmawiał pięćdziesiąt „Zdrowaś” dziennie. Pewnego dnia ukazała mu się Maryja. Była nędznie ubrana. Kiedy młody człowiek zaczął dopytywać się, dlaczego ubrana jest w ubogie szaty, Matka Najświętsza odpowiedziała że to z powodu jego skąpych modlitw. Więcej ich bowiem potrzebuje…

*

Jakie wspaniałe uzupełnienie treści poprzedniej legendy! Nie szukajmy łatwych argumentów, które usprawiedliwią skracanie odmawianych modlitw. Umiejmy oddać Maryi całe swoje serce i cały swój czas. Ona potrzebuje naszej modlitwy…

LEGENDA O TANCERZU Z OPACTWA W CLAIRVAUX

Bardzo popularna w średniowieczu legenda o tancerzu Matki Bożej mówi o znaczeniu rytmu i śpiewności modlitwy różańcowej.

Był sobie sławny tancerz, który schronił się do opactwa benedyktyńskiego w Clairvaux, aby szukać świętości. Człowiek ten kochający ruch, miał poważne trudności ze skupieniem się podczas cichych modlitw odmawianych w nieruchomej pozycji i nie potrafił skoncentrować się tak, jak czynili to jego współbracia. Pewnego dnia, kiedy znalazł się sam w kościele, otworzył swoje serce przed Bogiem i powodowany wewnętrznym impulsem, poddał się temu, za czym tęskniło serce: zaczął tańczyć i radośnie skakać. Kilku mnichów ukrytych za filarami świątyni ujrzało w najwyższym zdumieniu, jak Matka Boża w otoczeniu aniołów zstępuje z głównego ołtarza by z wielką radością zbliżyć się do swego czciciela. Do końca swoich dni mnich ten tańczył w czasie modlitwy i był wielce kochany przez wszystkich współbraci.

*

Odczucie rytmu jest istotną częścią Różańca powtarzanie słów tworzy bowiem melodyjny podkład dla najważniejszego elementu tej modlitwy – przejścia do modlitwy serca które zatopione w morzu kontemplacji, nie bacząc na to, co mówią ludzie, otwiera się cale na Boga i we własny, niepowtarzalny sposób wypowiada się przed Panem. Każdy z nas jest w głębi swego serca tancerzem Matki Bożej.

Artykuł pochodzi z Miesięcznika Różaniec – Wakacje 1997 r.

Wydawnictwo Sióstr Loretanek POLECA

Psałterz Jezusa i Maryi bł. Alan z La Roche

Psałterz Jezusa i Maryi
bł. Alan z La Roche

Wydanie "Złotego dzieła" bł. Alana z Roche, to pierwsza tak całościowa prezentacja jego różańcowej spuścizny oraz duchowej więzi ze św. Dominikiem. Czytelnik, obok omówienia genezy, struktury i historii objawień Różańca, znajdzie tu także całe zbiory bogatych i inspirujących przykładów praktyczno-duchowych, służących owocnemu rozważania tajemnic Chrystusa we wspólnocie z Jego Matką.

Share.