Przemawiał do nas przed chwilą sam Bóg. Posłużył się ustami Jeremiasza, jednego z czterech proroków wielkich i ewangelisty Mateusza.

Proroków powoływał Bóg jeszcze w Starym Testamencie po to, żeby przekazywali ludziom Jego Świętą Wolę. Prorokować – to znaczy przede wszystkim oznajmiać ludziom wolę Bożą. Niekiedy Bóg pokazuje, jak należy rozumieć sens, zwłaszcza głębszy, dziejów minionych, kiedy indziej wskazuje na znaki czasu teraźniejszego, a jeszcze innym razem przepowiada to, co nas czeka w przyszłości. Obowiązkiem proroków było pouczać, napominać ludzi, gdy schodzili z drogi przykazań Bożych. A jeśli grzeszny naród z uporem trwał w swoich grzechach, prorocy przestrzegali przed Bożym zagniewaniem i zapowiadali ludziom wieczną zagładę. Właśnie w takiej roli występuje dziś Jeremiasz, który już prawie nie jest w stanie udźwignąć ciężaru swego prorokowania. Dlatego ubolewa nad sobą mówiąc: „Biada mi, matko moja, żeś mnie porodziła… wszyscy mi złorzeczą” (Jr 15, 10). Trudno się dziwić tym narzekaniom skoro nieco dalej prorok przekazuje treść takiego oto spisku na jego życie: „Chodźcie, uknujemy zamach na Jeremiasza. .. Chodźmy, uderzmy go językiem, nie zważajmy wcale na jego słowa!” (Jr 18,18).

Naród wybrany Starego Prawa – to jak wiadomo, figura, symbol Kościoła, który jest nazywany Izraelem prawdziwym albo Izraelem wedle ducha (1 Kor 10, 18). Kolejni papieże przedłużają na swój sposób działalność proroków starotestamentalnych. Zadaniem nauczycielskiego urzędu Kościoła jest – jak to było obowiązkiem proroków – przekazywać ludziom wolę Boga, też nie zawsze miłą dla tych, co rozmijają się z Ewangelią. I sami powiedzmy, czy za dni naszych nie daje się też dyszeć tamtych, spiskujących na życie proroków: „Chodźmy, uderzmy go językiem, nie zważajmy wcale na jego słowa”.

Sługa Boży, ks. Ignacy Kłopotowski czuł się szczególnie powołany do przekazywania światu słów autentycznej prawdy. On też nie raz słyszał jak mówiono: „Chodźmy uderzmy go językiem, nie zważajmy wcale na jego słowa”.

Trwa po dzień dzisiejszy to „zabijanie językiem”, organizuje się wielkie akcje zagłuszania Słowa Bożego, a wszystko przy użyciu jakże kosztownych i wyszukanych środków.

A jednak prorok mówi: „Ilekroć otrzymywałem Twoje słowo, pochłaniałem je, a Twoje słowo stawało się dla mnie rozkoszą i radością serca mojego” (Jr 15, 6). I z tym również kojarzy się postawa Sługi Bożego ks. Ignacego, który z podziwu godną wytrwałością powoływał do żyda kolejne pisma, by docierać ze słowem zdrowej prawdy do wszystkich, a zwłaszcza do najuboższych warstw polskiego społeczeństwa.

W końcu prorok słyszy takie oto zapewnienie z ust samego Boga: „Uczynię z ciebie dla tego narodu niezdobyty mur ze spiżu. Będą walczyć z tobą, lecz cię nie zwyciężą, bo Ja jestem z tobą, by cię wspomagać i uwolnić – wyrocznia Pana” (Jr 15,20).

Żyjemy wszyscy nadzieją – my tu w diecezji warszawsko-praskiej szczególnie – że te Boże zapowiedzi urzeczywistnią się już niedługo także w wymiarach nadprzyrodzonych poprzez wyniesienie sługi Bożego ks. Ignacego na ołtarze.

Ewangelia z dzisiejszej liturgii Słowa – to przypowieść o skarbie i o perle. Nie ulega wątpliwości, że ks. Ignacy wziął sobie naprawdę do serca ten fragment nauczania Jezusa. Już we wczesnej młodości dostrzegł bardzo wyraźnie, co było dla niego najważniejsze. Bo święci to w ogóle ludzie, którzy wiedzą, co jest najważniejsze. Właśnie to najważniejsze wybierają – choćby, po ludzku sądząc, za bardzo wielką cenę – i temu wyborowi pozostają już wierni aż do końca. Dla ks. Kłopotowskiego skarbem niezwykłej wartości i perłą drogocenną było upowszechnianie słowa zdrowej prawdy i troska o ubogich.

I taka filozofia życia zaczęła wkrótce przynosić plony, przy czym ks. Kłopotowski zatroszczył się o to, żeby owe plony były trwałe. Jego dzido prowadzi dalej Zgromadzenie Sióstr Loretanek. W tym roku mija już siedemdziesiąta piąta rocznica ich pożytecznej dla Kościoła działalności. Właśnie dziś kończymy obchody niemałego Jubileuszu istnienia tego Zgromadzenia.

Po co są jubileusze? Skąd się wzięły? Są z ustanowienia Bożego. Stary Testament zawiera mnóstwo bardzo szczegółowych przepisów, jak należy je obchodzić.

Obchodzi się zaś jubileusze po to, żeby dokonać oglądu przeszłości i zaplanować przyszłość. W tym, co minęło znajduje się zawsze wiele powodów do wdzięczności, zwłaszcza i w pierwszym rzędzie wobec Boga, ale także względem wielu dobrych i życzliwych ludzi. Z pewnością w siedemdziesięciopięcioletniej historii Zgromadzenia Sióstr Loretanek były rozliczne dowody Bożej dobroci, byli także zapewne dobrzy ludzie, za których życzliwość dziś Bogu dziękujemy. Bo jubileusze – to w pierwszym rzędzie święta dziękczynienia. Zrozumiałe, że tą wdzięcznością obejmujemy dziś w pierwszym rzędzie samą osobę i dzieło ks. Ignacego, który z takim poświęceniem naśladował naszego Zbawiciela przez całe życie służąc innym.

Ale jubileusze są także po to, żeby można było zaplanować najbliższą i dalszą przyszłość, zazwyczaj lepszą przyszłość, jako że w tym przyglądaniu się przeszłości, zawsze dostrzegamy jakieś braki i niedoskonałości ludzkie, których chciałoby się uniknąć w przyszłości. I z tego względu obchodom jubileuszowym powinny towarzyszyć serdeczne modły o wytrwanie w dobrych postanowieniach i o Boże błogosławieństwo w urzeczywistnianiu zamierzeń na przyszłość.

Modlimy się o to również, żeby Sługa Boży, ks. Ignacy znalazł się, jeśli taka jest wola Boża, jak najrychlej wśród uroczyście błogosławionych. Razem z Siostrami Loretankami – zwykliśmy je już nazywać naszymi siostrami – o beatyfikację ks. Ignacego Kłopotowskiego modlą się szczególnie wszyscy wierni diecezji warszawsko-praskiej w przekonaniu, że będzie to pierwszy błogosławiony w dziejach naszej ciągle jeszcze młodej rodziny diecezjalnej.

Artykuł pochodzi z Miesięcznika Różaniec – Październik 1996

Wydawnictwo Sióstr Loretanek POLECA

Bez wytchnienia

Bez wytchnienia
Dorota Krawczyk

Nigdy nie sądziłem i nie przewidywałem, aby mi przyszło kiedykolwiek przed śmiercią opuścić Lublin. A stało się to. Wyjeżdżam do Warszawy dla pracy redakcyjnej, którą prowadzę za pozwoleniem wysokiej mojej Władzy. Zostawiam Lublinowi siedemnaście lat kapłaństwa swego. Najpiękniejszy to okres życia mego… W zamian za to biorę z sobą na pamiątkę ciężki krzyż najrozmaitszych cierpień, które w Lublinie przeszedłem. […]

Share.