Kochani moi!
Dobra że jesteście (…).
Każdy z nas czuje potrzebę
bycia blisko Maiki.
Więc jestem przy Niej
i jak dawniej wyciągam do Niej ręce
chcę przytulić się do Jej serca.
I wtedy jakby przenikały do mnie
Jej miłość
Jej zaufanie
Jej wiara.
Czujesz to?
Nie wstydź się dziś być prostym
jak dziecko,
bo gdy brakuje człowiekowi
dobroci matki,
jest chory na sieroctwo.
I tłucze człowiek głową w ścianę
rytmicznie, miarowo
tak jak bije setce,
bo mnie nikt nie przytulił,
nikt nie ukołysał,
nie daliście mi zasnąć.
Budziłem się w koszmarach
i wdałem mamy,
ale jej niebyło.

Jest w Ewangelii świętej
takie jedno wydarzenie,
które na dzień dzisiejszy
jest nam potrzebne:
Kiedy Matka Boża przychodzi
do Pana Jezusa
a Pan Jezus mówił kazanie
w jakimś domu.
Mówią Mu:
Fanie, Twoja Matka przyszła
do Ciebie.
A Pan Jezus, patrząc na słuchających,
powiedział:
A kto jest moją Matką?
Czyżby On zapomniał o swojej Matce?
Nie, wiem, jak bardzo Ją kochał,
a przy tej okazji
nam chciał powiedzieć:
Wy jesteście mi Matką,
ja was tak kocham jak swoją Matkę,
za to, że słuchacie moich słów
i spełniacie je w życiu.
To właśnie dlatego w dniu dzisiejszym
jesteśmy tu w świątyni
przy naszej Matce—Księżnej,
przy Grocie w Lourdes,
przy płaczącej w La Salette,
w Medjugorie,
na Jasnej Górze.
Do tych miejsc
biegniemy modlitwą
wygnańcy, synowie Ewy,
jęcząc i płacząc na tym łez padole,
i szukamy pocieszenia
i pomocy, bo jesteśmy słabi,
chorzy,
upracowani.

I gdy człowiek wraca od Matki
jest mocniejszy.
Kiedy człowiek wraca od Matki
jest lepszy,
bo Ona przypomina mi,
jak uczyła mnie być dobrym
i mocnym.
Całe życie człowieka
jest drogą krzyżową
i nieustannym utrapieniem.
Pamiętaj często o czwartej stacji
Drogi krzyżowej.
Tam przychodzi Matka
na Chrystusową i moją drogę.
Wtedy nie trzeba nic mówić.
Po prostu – stanąć wobec Matki
i zobaczyć, że jest,
i odczuć, że mnie kocha.
Wtedy już człowiek jest mocny.
Wtedy bierze Ją za rękę
i dojdzie aż do końca drogi,
aż pod krzyż,
aby usłyszeć słowa Zbawiciela:
Synu! Oto Matka twoja!
Dziecko! Oto Matka twoja! (…)
Me wstydźcie się Matki,
nie wstydźcie się płakać przed Matką.
Toteż leczy człowieka. (…)

Obok nas mieszkał wielki święty
naszych czasów
Ojciec Maksymilian
z Niepokalanowa.
On nas nauczył,
że jedyne ocalenie ludzkości
jest w rękach Matki Boskiej.
Wszystko chciał oddać Niepokalanej.
On oddał życie,
aby ocalić Gajowniczka,
on umarł, aby innych ocalić.
Kocham was, Skarby Kościoła,
Wy też oddaliście życie, miłość,
zdrowie, majątek
w łączności z cierpieniami
tych wszystkich,
aby inni mogli żyć,
aby dzieciom było trochę lżej.
Ta wasza ofiara w Chrystusie
jest ocaleniem dla świata.
Wasze cierpienie jest naszą mocą.
Jesteście mi bardzo potrzebni.
Mówcie i za mnie różańce.
Tak bardzo potrzeba Kościołowi
waszego ducha.
Dajcie i mnie trochę z tego,
co jest waszą mocą.
Przez cierpienie można
zobaczyć wielką świętość.
Będąc u chorych,
będąc z chorymi
patrzyłem z podziwem na was,
jak dorastacie, dojrzewacie do nieba.
Chcę was też chwalić:
jak wy pięknie przeżywacie
wizytę kapłana u chorego.
W miejskim bloku czy we wiosce
jest wtedy święto, bo będzie u nas
ksiądz z Panem Jezusem.
Chwalę was za to,
że przychodzicie ze świecami,
że śpiewacie, modlicie się,
ale najwięcej dziękuję wam za to,
że proszący mnie do chorego mówi:
Niech ksiądz weźmie
piętnaście Komunii świętych,
bo tam będzie wielu sąsiadów.
Kocham was za to,
że już się nie boicie księdza u chorego.
Wzrusza mnie też wasz znak pokoju
przekazany choremu i wasze życzenia:
Bądź zdrowa, Weronko,
bądźcie zdrowi, Józwa!
0 jacy jesteście wtedy piękni!
Tak się chrześcijanie
odprowadzają do nieba.
Po Mszy świętej wezmę
Pana Jezusa w monstrancji
i pójdę do każdego z was,
aby wam błogosławił.
Mój Pan i Bóg
wszystkim czyni dobrze.
Ręce na nas wkłada,
abyśmy się czuli dobrze.
Potem poprowadzę was do obrazu
Matki Boskiej – naszej Księżnej.
Powiedz Jej!
Przeto, Orędowniczko nasza,
one miłosierne oczy Twoje
na nas zwróć.
A Jezusa, błogosławiony owoc
Twojego Żywota,
po tym wygnaniu nam okaż.
O łaskawa,
o litościwa,
o słodka Panno Maryjo.
Amen.

Łowicz Święto Matki Bożej z Lourdes 11 lutego 1993 r.

Artykuł pochodzi z Miesięcznika Różaniec – Luty 1996

Wydawnictwo Sióstr Loretanek POLECA

Piotram widział

Piotram widział
bp. Józef Zawitkowski

Trzy zamyślenia o posłudze następcy św. Piotra. O tym, co przeżywaliśmy, gdy sternikiem Piotrowej łodzi został największy z rodu Polaków – papież Jan Paweł II. Teraz, gdy minęło sto lat od jego narodzin, a nad naszą polską barką szaleją burze, najwyższy czas sięgnąć po słowa jego przestróg i testament, abyśmy przypomnieli sobie dekalog, przekroczyli próg nadziei, zachowali pamięć i tożsamość, mieli wyobraźnię miłosierdzia i bronili krzyża.

UDOSTĘPNIJ