Kardynał Angelo Roncalli, patriarcha Wenecji, późniejszy Ojciec Święty Jan XXIII, kiedy napotykał na swojej drodze wielki, trudny do rozstrzygnięcia problem, pocieszał się zawsze mówiąc: .Zapytam papieża”. I ponoć na początku swego pontyfikatu, zastanawiając się nad podjęciem ważnej decyzji, tradycyjnie powiedział do siebie: „Zapytam papieża” – i w tejże minucie przeraził się: „ależ to ja jestem papieżem!”

Papież może już tylko zapytać Pana Jezusa. Owszem, jest obok niego kolegium biskupów – następców Apostołów, są teologowie, doradcy, ale ostateczną decyzję musi podjąć sam: w wielkiej modlitwie i kontemplacji prawdy, jaką jest Bóg. Prymat, czyli pierwszeństwo Biskupa Rzymu – następcy św. Piotra – to przywilej służby Kościołowi w duchu Chrystusowym. „Tobie dam klucze Królestwa niebieskiego; cokolwiek zwiążesz na ziemi, będzie związane w niebie, a co rozwiążesz na ziemi, będzie rozwiązane w niebie” (Mt 16, 19). Dla kogoś, kto – jak Jezus – nie chce panować, ale służyć, sprawowanie władzy jest zawsze służbą, a sprawowanie władzy najwyższej jest największą służbą.

Dla Kościoła prymat Piotrowy jest niezwykłym darem. „Roma locuta, causa finita” – „Rzym przemówił – sprawa zakończona”. Tak powiedział niegdyś św. Augustyn, gdy Biskup Rzymu zabrał głos w pewnym sporze doktrynalnym. Rzeczywiście potrzeba nam tego, który swoją osobą scala nas w jeden widzialny Kościół. Nasze serca łączy Duch Święty, ale potrzeba nam, ludziom z krwi i kości, takich samych, widzialnych znaków. Każdy z nas jest inny, każdy ma swoje własne natchnienia, pomysły — jak w tym wszystkim zachować jedność, nie rozmienić się na coraz to mniejsze, konkurujące ze sobą kapliczki? Jak wypełnić prośbę Jezusa: „Aby byli jedno”? Kościół w swych dziejach odkrywał, że po to, by zachować jedność, trzeba być z Piotrem. „Gdzie Piotr, tam Kościół” – tak można najkrócej opowiedzieć o tym niezwykłym darze Jezusa.

Jest jednak jeszcze druga, ukryta strona papieskiego prymatu. Otóż władzy piotrowej w Kościele musi odpowiadać posłuszeństwo tych, którzy tej władzy podlegają. Bo Kościół nie został zbudowany na sile i inteligencji Apostołów – tak naprawdę budulcem Kościoła było ich posłuszeństwo Mistrzowi. Potwierdza to historia chrześcijaństwa, które marniało zawsze wtedy, gdy zaczynało brakować ludzi pokornych i posłusznych. Nie chodzi oczywiście o posłuszeństwo ślepe i bezmyślne. Nie chodzi o posłuszeństwo ze strachu. Prawdziwie i twórczo posłusznym jest ten tylko, kto kocha, kto jest „posłuszny z miłości”. A jednocześnie – jak doskonale wiedzą ci, dla których miłość nie jest pustym słowem – ten, kto kocha, doświadcza też najgłębiej własnej wolności. Można więc powiedzieć, że ten, kto doskonale miłuje, jest jednocześnie doskonale posłuszny i doskonale wolny Posłuszeństwo i wolność spotykają się w miłości. To jedna z tajemnic ludzi świętych.

Artykuł pochodzi z Miesięcznika Różaniec – Maj 1996

Wydawnictwo Sióstr Loretanek POLECA

Na wieczność Rozważania nad obliczem kapłaństwa

Na wieczność Rozważania nad obliczem kapłaństwa
kard. Robert Sarah

Bycie drugim Chrystusem zobowiązuje do tego, by stać się najmniejszym ze sług, bycie drugim Chrystusem zobowiązuje do czystego i nieograniczonego poszanowania wszystkich, bycie drugim Chrystusem zobowiązuje mnie do wejścia na Krzyż. Święcenia nie sadzają nas na tronie, ale zawieszają na Krzyżu. […]

UDOSTĘPNIJ