W dzień Wszystkich Świętych 1996 r. dziękujemy Bogu za powołanie kapłańskie Ojca Świętego. Zbliżające się półwiecze posługi kapłańskiej Karola Wojtyły jest okazją do szczególnej modlitwy dziękczynnej, a także do refleksji nad tym, jak zrodziło się powołanie obecnego Papieża.

Kardynał Adam Sapieha 1 listopada 1946 r. udzielił święceń kapłańskich Karolowi Wojtyle. Odbyło się to w prywatnej kaplicy arcybiskupów krakowskich, osobno i wcześniej, ze względu na przewidziany wkrótce wyjazd młodego kapłana do Rzymu na dalsze studia. Trzy pierwsze Msze święte – za dusze zmarłych rodziców i brata – odprawił młody celebrans w niezwykłym miejscu, na Wawelu, w romantycznej krypcie św. Leonarda, wśród sarkofagów królów i bohaterów narodowych. Uroczysta Msza święta prymicyjna odbyła się dopiero po kilku dniach w Wadowicach.

Przeglądając Kalendarium życia Karola Wojtyły, trafiłem na wypowiedź zapisaną pod datą 8 marca 1964 r., a więc związaną z dniem ingresu arcybiskupa Karola Wojtyły do archikatedry na Wawelu. Powiedział on wówczas: „Byłbym niesprawiedliwy, gdybym w tym miejscu nie wspomniał Jana Tyranowskiego, inteligenta, a równocześnie rzemieślnika, człowieka, który wybrał swój zawód po to, ażeby się bardziej oddać obcowaniu z Bogiem. Człowieka, który potrafił wywierać na młodych ogromny wpływ. Nie wiem, czy jemu zawdzięczam powołanie kapłańskie, ale w każdym razie ono zrodziło się w jego klimacie”.

Kim był Jan Tyranowski? Urodził się 9 lutego 1901 r., zmarł 15 marca 1947 r. Mieszkał w Krakowie, na Dębnikach przy ul. Różanej 11. Tam też znajdowała się pracownia krawiecka ojca, którą miał z czasem przejąć młodszy brat Edward. Jan przygotowywał się do pracy urzędniczej i podjął ją jako urzędnik rachunkowy. Wkrótce jednak zawód ten zmienił. Postanowił zostać krawcem. Decyzja ta wynikała z głębokich przemyśleń, chciał bowiem głębiej i pełniej jednoczyć się z Bogiem. Praca w zakładzie ojca dawała mu spokój i ciszę, jakże potrzebne, by otworzyć się na głos Boży. W swoim poszukiwaniu drogi jednoczenia duszy z Bogiem odnalazł wspaniałego nauczyciela. Był nim św. Jan od Krzyża.

Jan Tyranowski sięgał do dzieł św. Jana od Krzyża i coraz pełniej wchłaniał ich treść. Ten święty mistyk był dla niego mistrzem i nauczycielem, pomagał mu odkryć siebie samego, zrozumieć własne życie.

Jan Tyranowski wybrał życie w odosobnieniu, ale jednocześnie pozostał wśród ludzi świeckich. Nie wstąpił do zakonu, choć żył jak w najsurowszym klasztorze. Ze świadectw osób, które później znajdowały się w kręgu Jana, wynika, że nie pominął on żadnego ze środków, aby ujarzmić swe ciało. „Można nawet podejrzewać, że je nadwyrężał” – pisał we wspomnieniach z 1949 r. ks. Karol Wojtyła.

W drodze do zjednoczenia z Bogiem szczególne znaczenie przypisywał rozmyślaniu. Owe rozmyślania, które w pewnych okresach dochodziły do czterech godzin dziennie, doprowadziły go do spotkania z niepojętą i niezgłębioną rzeczywistością Boga.

I wreszcie nadszedł czas, w którym Jan poznaną przez siebie prawdą o pełnym życiu wewnętrznym miał podzielić się z innymi. Miał zostać apostołem. Miał pociągnąć swych słuchaczy ku nowemu życiu.

Jak to się stało, że ten, który stronił od świata, którego żywiołem było rozmyślanie i ćwiczenie ducha, podejmuje się zadań apostoła, i to wśród młodych chłopców? We wspomnieniach ks. Karola Wojtyły czytamy: „Spowiednikowi tak się tłumaczył: «Ależ ja nie umiem mówić…». «Nic nie szkodzi – odpowiedział tamten – Pan Bóg ci pomoże. Nie bój się!» I Jan odważył się. Trzeba się wczuć koniecznie w ten fakt, wtedy zrozumiemy, że na to naprawdę potrzeba było w danych warunkach dużej, nadprzyrodzonej odwagi. Różnił się przecież tak bardzo od tych ludzi, nad którymi przyszło mu pracować. Szedł tak odmienną od nich drogą.”

Rozpoczyna się drugi, okupacyjny okres w życiu Jana. Jest to okres dawania siebie, świadczenia sobą. Tyranowski związany jest wówczas z parafią św. Stanisława Kostki prowadzoną przez księży salezjanów. Przy tym nowo wzniesionym kościele zorganizowane zostają nauki stanowe dla młodzieży męskiej. Rozwijają się one w stałe spotkania, w strukturę Żywego Różańca, w tzw. „kwadranse ewangeliczne”. Z powodu aresztowania przez Niemców wielu księży tej parafii, niektóre z zadań duszpasterskich musieli przejąć świeccy. Animatorem grupy formacyjnej, obejmującej młodzież męską, został Jan Tyranowski.

On, starszy, siwiejący już mężczyzna, zawsze schludnie ubrany (z tego zapewne powodu nazywany był w ich gronie „prezydentem”), przychodził na modlitwę w Żywym Różańcu, na spotkania wiedzy religijnej, na, kwadranse ewangeliczne”.

Początkowo młodzi odnosili się do niego z dużą rezerwą. Według nich mówił on zbyt dewocyjnie, zbyt katechizmowo. Nie był dla nich oryginalny w swych wypowiedziach. Widzieli w nim starszego, pobożnego pana. Powstała jednak struktura formacyjna. Był nią Żywy Różaniec: piętnastu młodzieńców stanowiących najbliższy Janowi krąg. Z nimi rozpoczął ów podstawowy kurs życia wewnętrznego: z każdym z nich jedna godzina tygodniowo indywidualnych rozmów. Coraz bardziej odczuwali i dostrzegali, że to, co im przekazywał i głosił, nie było tylko nauczaniem. Chociaż głosił prawdy znane z katechizmu, książek i kazań, to jednak równocześnie zaświadczał o nich sobą i swoim życiem. I dlatego coraz bardziej się do niego przekonywali był im coraz bliższy. Powoli stawał się ich mistrzem duchowym.

Apostolstwo Jana nie było masowe. Najmocniej oddziaływał przez osobiste rozmowy, które odbywały się w pracowni krawieckiej i w czasie spacerów po wałach wiślanych wzdłuż ulicy Tynieckiej. O tych indywidualnych kontaktach mówią wszyscy świadkowie owych dni. Coraz bardziej odczuwali oni radość, że mieli przewodnika, który z takim zaangażowaniem pracował nad ich duszami.

W relacji ks. Franciszka Koniecznego znajduję taki opis: „W parafii dębnickiej mieliśmy okazję należeć do Żywego Różańca, którego animatorem był Jan Tyranowski. Widziałem nieraz Karola Wojtyłę przechadzającego się z nim po bulwarach nad Wisłą, wzdłuż ulicy Tynieckiej. Wiem z własnego doświadczenia, co te spacery oznaczały. To były rozmowy najserdeczniejsze świeckiego ojca duchownego z adeptami życia duchowego. Zdaje się, że były to rozmowy dwóch charyzmatyków. Ten okres spotkań z panem Janem był z całą pewnością krystalizowaniem się powołania do kapłaństwa…”

O czym rozmawiali, idąc tą drogą? W 1949 r. ks. Karol Wojtyła napisał o swoim przewodniku duchowym: „Nieraz można go było spotkać w pobliżu Wisły albo po prostu zastać we własnym domu, kiedy wyjaśniał młodym słuchaczom istotę cnót boskich, sposoby rozmyślania czy też tajemnicze dary Ducha Świętego. Wiedział o nadprzyrodzonych darach złożonych przez łaskę w głębi dusz i chciał być wychowawcą tej wewnętrznej boskości w człowieku, chciał ją odkryć i uświadomić każdemu ze swych młodych towarzyszy. Chciał pomóc rozwinąć ten zasób, wlany człowiekowi, a jednak ciągle zdobywany.”

W takim to klimacie osobowości, stworzonym przez Jana Tyranowskiego, rozwijało się powołanie kapłańskie obecnego Ojca Świętego. Alle nie tylko jego. Z kręgów Jana wyszło trzynastu kapłanów. Dodatkowym skutkiem owych rozmów o św. Janie od Krzyża było podjęcie przez późniejszego studenta i kapłana Karola Wojtyłę badań naukowych W dyplomie magistra teologii wystawionym w 1948 r. wymieniony jest temat pracy. „Pojęcie środka zjednoczenia duszy z Bogiem w nauce św. Jana od Krzyża”. W pracy doktorskiej rozwinął temat „Doktryna wiary według św. Jana od Krzyża”.

Jan nie doczekał już obrony pracy doktorskiej swego podopiecznego. Zmarł w marcu 1947 r. w opinii świętości. We wspomnieniu z 1949 r. ks. Karol Wojtyła pisze, iż młodzi uczestnicy spotkań byli przeświadczeni, że mieli do czynienia z kimś rzeczywiście świętym.

Artykuł pochodzi z Miesięcznika Różaniec – Listopad 1996

Wydawnictwo Sióstr Loretanek POLECA

Służyć Prawdzie Rekolekcje Kapłańskie

Służyć Prawdzie Rekolekcje Kapłańskie
kard. Robert Sarah

Teksty prezentowane w książce „Służyć Prawdzie Rekolekcje Kapłańskie” są owocem pracy oraz refleksji, które kardynał Sarah ofiarował kapłanom w trakcie rekolekcji w lutym 2020 roku. Był to czas dzielenia się wiarą oraz głębokim i osobistym kapłańskim doświadczeniem.

Share.