Wśród listów, które przychodzą do naszej redakcji wiele jest takich, które zawierają osobiste doświadczenia, przemyślenia, czy poglądy ich autorów. Są świadectwa nawrócenia, często trudnego dochodzenia do Boga i życia w Prawdzie. Listy takie będziemy drukować na lamach „Różańca” w całości lub obszernych fragmentach. Mamy nadzieję, że nasi Czytelnicy nadal zechcą dzielić się z nami swoimi spostrzeżeniami i receptami na dobre i godne życie. W tym numerze publikujemy świadectwa p. Kazimiery z Radomia i p. Ireny Stopczyńskiej z Krakowa.

W RÓŻAŃCU SZUKALIŚMY RATUNKU

(…) W 1948 r. wyszłam za mąż. Nasza znajomość trwała krótko, od 14 października, a już 26 grudnia był ślub. Pracowałam wówczas jako wiejska nauczycielka. Po krótkim okresie, który niektórzy zwą „miodowym” (w naszym wypadku było to około dwóch tygodni) mąż zaczął pić alkohol, często nie wracał do domu. Byłam przerażona swoją sytuacją, a najbardziej bałam się powiedzieć o tym rodzicom. Bałam się opinii ludzi, wśród których pracowałam.

Miałam różaniec. Wcześniej byłam zelatorką Kółka Różańcowego Panien. Po kolejnej awanturze, kiedy mąż trzasnął drzwiami, aż zadzwoniły szyby w oknach, cała we łzach uklękłam z różańcem w ręku i do dziś pamiętam, że modlitwą moją było tylko: „Maryja, Jezus i ja”.

Wstałam z klęczek jakaś uspokojona i pomyślałam, że nie jestem sama, choćby mąż miał nie wrócić. I wiecie co się stało? Wrócił następnego dnia Przeprosił, przyrzekł, że skończy z kolegami od kieliszka Ustaliliśmy „swój” program życia, że przecież zakładamy rodzinę, którą mamy godnie reprezentować. Od tego czasu upłynęło już tyle lat! Bóg sprawił, że nie powtórzyły się już tego typu ekscesy.

Było jeszcze jedno ważne wydarzenie w naszym życiu. Mąż nie dostał różańca z domu, nie umiał też modlić się na różańcu. Nie raz patrzył, jak ja się modlę, ale nic nie mówił, a ja też jakoś byłam na to obojętna. Kiedyś wracaliśmy razem z pracy. Szliśmy wąską ścieżką. Ja szłam pierwsza, za mną dwóch panów z męża pracy, a na końcu mój mąż. W pewnej chwili mąż zawołał: „patrzcie, znalazłem świętość”. Patrzymy, a on podnosi z ziemi różaniec, całuje krzyżyk i mówi: „to dla mnie, bo ja nie mam różańca”. Odtąd mąż i ja nie rozstajemy się z różańcem i codziennie wieczorem mamy wspólną rodzinną modlitwę, w tym jedną dziesiątkę różańca Tak właśnie nasze dzieci nauczyły się pacierza, razem z nami. Podczas tych lat mąż był w wielu niebezpieczeństwach (areszt za przynależność do partyzantki podczas okupacji, wypadek samochodowy, choroba), ale w każdej sytuacji szukał ratunku w modlitwie różańcowej i ze wszystkich opresji wychodził zwycięsko. Dziś ma już 74 lata, ja – 68. Z rozrzewnieniem wspominamy swoje wspólne lata (48 lat małżeństwa) i jeszcze goręcej, i ufniej trzymamy w rękach różaniec, dziękując Bogu za wszystko, co dla nas uczynił.

RÓŻANIEC OCALIŁ ŻYCIE MOJEGO TATUSIA

Różaniec to siła, moc i ocalenie. Właśnie Żywy Różaniec ocalił mojego tatusia. Kiedy enkawudzista wyprowadził z celi ojca, aby kopał dla siebie grób (poza więzieniem), w czasie kopania dołu wypadł tatusiowi z kieszeni różaniec. Enkawudzista rozkazał, aby ojciec go podeptał. Tatuś podniósł różaniec święty i gorąco ucałował i przycisnął do serca. Enkawudzista obiecał, że jeśli go podepcze – daruje mu życie. Gest ucałowania różańca przez tatę wprowadził oprawcę w szaleńczą złość. Bił i kopał ojca, że całe ciało pokryły wylewy podskórne. Ojciec był zmaltretowany, miał wybite kolbą przednie zęby. Tak zbitego, prawie bez życia, enkawudzista pozostawił nad wykopanym grobem, odwołano go bowiem na chwilę do naczelnika więzienia, a ucieczka ojca była w tym stanie oczywiście niemożliwa.

Bóg chciał inaczej. Przejeżdżał wówczas tamtędy wozem i koniem wieśniak, który zabrał ojca Ojciec zachował przytomność, więc wskazał adres. Człowiek ów bezinteresownie podwiózł cierpiącego pod dom. Tatuś jeszcze kilka metrów czołgał się do domu. Był tak opuchnięty i zbity, że mama w pierwszej chwili nie mogła go rozpoznać. Leczeniem zajął się przyjaciel ojca, ksiądz kapelan wojskowy, ponieważ ojciec mój był wojskowym, pracującym na terenach wschodnich. Zdrowie odzyskał całkowicie. Dalsze losy ojca to Kazachstan, Kamczatka i cała Syberia, z których wrócił także cały i zdrowy.

Artykuł pochodzi z Miesięcznika Różaniec – Kwiecień 1996

Wydawnictwo Sióstr Loretanek POLECA

Rosarium

Rosarium
Teresa Klonowska

Niezwykła głębia, a jednocześnie prostota – tak można scharakteryzować wiersze Teresy Klonowskiej. Rozmyślania nad tajemnicami różańcowymi prowadzą Czytelnika przez 20 tajemnic – radosnych, światła, bolesnych i chwalebnych – skutecznie pomagając w rozważaniu i kontemplacji wydarzeń z życia Jezusa i Maryi. Warto prosić każdego dnia, by „nasze trwożne serca nie przestały pałać w drodze do Emaus”, jak napisała Autorka w jednym z utworów.

UDOSTĘPNIJ

„Różaniec” jest miesięcznikiem formacyjnym. Znajdziesz w nim treści, które pomogą Ci wzrastać na drodze życia duchowego. Głównym rysem pisma jest maryjny wymiar duchowości katolickiej.