Rozmowa z Marią Bienkiewicz założycielką fundacji obrony życia dziecka „Maria”.

Jakie były początki Pani działalności w służbie dzieci nie narodzonych?

Przyszedł taki moment, kiedy koleżanka powiedziała mi, że przyjmuje w szpitalu kobiety, które zgłaszają się do aborcji. Zapytałam wtedy: „Jak możesz!? Czy nie zdajesz sobie sprawy, że to straszliwa zbrodnia i ty w niej bierzesz udział?” Była to dla mnie przełomowa chwila – koleżanka zaproponowała mi, bym przyjeżdżała do niej i „przekonywała kobiety do rezygnacji z zabicia swoich dzieci”.

Zaczęłam przyjeżdżać. Dzięki życzliwości pracujących tam lekarzy i położnych rozmawiałam z kobietami, które znalazły się w tak trudnej sytuacji – emocjonalnej czy bytowej – że chciały dokonać aborcji.

Trwał stan wojenny i była to działalność całkowicie konspiracyjna.

Od tamtej pory spotkałam i przekonałam setki kobiet. Wszystkie dzieci, które miały zostać w tak okrutny sposób zabite, urodziły się zdrowe i są teraz wielką radością dla swoich rodziców.

Wśród kobiet, które Bóg postawił na mojej drodze, była na przykład ofiara gwałtu byłego męża, który siedział w więzieniu za znęcanie się psychiczne i moralne nad rodziną, do tego stopnia, że dzieci musiały być leczone w poradni zdrowia psychicznego. Po wyjściu z więzienia, mimo rozwodu i nakazu eksmisji, wrócił do żony i gehenna zaczęła się od nowa. Matka z dwojgiem dzieci żyła w tragicznych warunkach, nie miała za co żyć, czym nakarmić i w co ubrać siebie i dzieci. Kiedy zorientowała się, że po owym gwałcie spodziewa się trzeciego dziecka, była zrozpaczona.

Czy jednak znalazło się jakieś wyjście?

Był to koniec roku 1992. Wszędzie, gdzie się ta kobieta zwracała z prośbą o pomoc, najpierw proponowano jej zabicie dziecka; nigdzie nie otrzymała konkretnego wsparcia. A w domu nędza, grzyb, ataki astmy alergicznej jednego ze starszych dzieci i ani jednej osoby, która chciałaby jej pomóc. Wcale się nie dziwię, że nie chciała mi uwierzyć, że da sobie radę, że pomoc nadejdzie.

Ja też byłam zdesperowana. Walczyłam o życie tego dziecka jak tylko mogłam, ale nie miałam pieniędzy, które mogłabym jej dać. To była niesamowita walka, a zbliżała się godzina aborcji. W akcie rozpaczy zwróciłam się o ratunek do księdza proboszcza z jej parafii. Kiedy przyszłam do niego z moją podopieczną, ten wspaniały człowiek wyjął pieniądze, przyniósł ubranka dla jej starszych dzieci i obiecał dawać jej co miesiąc pieniądze, by mogła godnie żyć. Proszę sobie wyobrazić, że do chwili obecnej ta matka, teraz już z trójką dzieci, otrzymuje od księdza proboszcza obiecaną sumę. Te pieniądze były bardzo ważne, ale jeszcze ważniejsza była nadzieja i świadomość, że nie jest sama, że ma wokół siebie życzliwych ludzi.

Czyż nie tego właśnie potrzeba większości decydujących się na aborcję matek?

To prawda. Dzieci giną przede wszystkim dlatego, że będącą w trudnej sytuacji matkę pozostawia się samą z jej problemami, wątpliwościami i pokusami… Jestem przekonana, że największym zwycięstwem szatana w XX wieku jest zabijanie dzieci nie narodzonych.

Podobno są to ogromne liczby…

Oczywiście. Przypomnę , że podczas sześciu lat U wojny światowej na całym świecie zginęło aż 50 milionów ludzi. Natomiast, według danych Światowej Organizacji Zdrowia, tylko w ciągu jednego roku ginie 70 milionów dzieci nie narodzonych. Liczba ta obejmuje wyłącznie przypadki zarejestrowane, a przecież wiemy, że o wiele więcej aborcji dokonuje się nielegalnie. Czy te dane nie wystarczą, by wstrząsnąć sumieniami ludzi?

Trzeba też zdawać sobie sprawę, że bestialsko mordowane dzieci wykorzystuje się do produkcji kosmetyków – ich ciałka zamraża się i pobiera hormony, które służą m.in. do wytwarzania odmładzających i upiększających kremów.

Poza tym w wielu krajach świata, również w Polsce, pobierane są tkanki do transplantacji. Zabiegi takie wykonuje się nieoficjalnie, w różnym stopniu rozwoju dziecka, oczywiście bez znieczulenia.

Oto do jakiej obojętności doszliśmy…

Jeśli chodzi o Polskę, to pracowano nad tym bardzo wiele lat Najpierw mówiono, że to jeszcze nic nie jest, tylko galaretka, grupa komórek, nie dziecko, nie życie. W ten sposób znieczulano sumienia ludzi, zniekształcano obraz moralności i prawdy. Dziś zbieramy żniwo tej kilkudziesięcioletniej propagandy.

Mimo to z całą mocą twierdzę, że żadna kobieta nie zabiłaby dziecka gdyby, po pierwsze ojciec dziecka był za nie odpowiedzialny, a po drugie środowisko i otoczenie nie odrzucało matki. Spośród tysięcy kobiet, które przekonywałam, bardzo wiele było przyprowadzanych do szpitala przez najbliższą rodzinę, wmawiającą im, że muszą pozbyć się dziecka Znajdują się one pod tak silną presją, że gdybym nie była tego świadkiem, nie uwierzyłabym. To, że giną dzieci, jest przede wszystkim winą ich rodzin i otoczenia.

Tak naprawdę chodzi więc o to tylko, by wyciągnąć do matki pomocną dłoń

Kobieta w dąży staje w obliczu poważnych trudności. Często jest to brak mieszkania, a wiele matek mieszka w warunkach urągających ludzkiej godności. Wydaje się im, że nie potrafią wybrnąć z trudności materialnych, tym bardziej, że środowisko ze zdumiewającym okrucieństwem je odrzuca, jako jedyne rozwiązanie proponując zabicie dziecka, czyli „pozbycie się problemu”. Gdziekolwiek zwracają się po pomoc, wszędzie słyszą to samo. Czy można się dziwić, że czują się osaczone, przerażone, zdeterminowane?

A przecież właśnie w tym czasie trzeba być obok nich, nieść wszelką możliwą pomoc i wszystko uczynić, aby już od samego początku umiały pokochać swoje dziecko.

Często powołuje się Pani na Opatrzność Bożą. Dlaczego?

Zacznijmy może od początku. Bywało, że kiedy kobieta chciała zabić dziecko, w natychmiastowym odruchu wołałam: „Nie wolno d tego robić! Ja d pomogę!”

Mówiłam bez zastanowienia, gdybym bowiem przemyślała tę obietnicę, nigdy bym jej nie wypowiedziała – byłoby to po prostu nielogiczne. Jak może nieść pomoc ktoś, kto sam niewiele ma?

Musiałam zrobić wszystko, żeby moje słowa nie były bez pokrycia. Dzwoniłam do znajomych, którym urodziły się dzieci i wszędzie, gdzie tylko się dało, zbierałam ubranka dla niemowląt Mimo ciężkiej wady serca przynosiłam je do mojego maleńkiego mieszkania na strychu, prałam ręcznie, gotowałam i prasowałam. Niezachwianie wierzyłam, że wystarczy powiedzieć Bogu „tak”, a On już sam zacznie działać.

I co się okazało? Wszystkie rodziny, które zaufały, żyją dziś w godnych warunkach, a co najważniejsze, mają wspaniałe, zdrowe dzieci. Dodam, że nigdy nie uznałam żadnego, sugerującego aborcję wskazania lekarskiego i nigdy nie zdarzyło się, żeby dziecko urodziło się chore! Nawet jeśli czasem sama miałam wątpliwości, mówiłam matce: „Nie bój się, urodzisz zdrowe dziecko”, a ze swoim lękiem jechałam na Jasną Górę i tam oddawałam sprawę tych dzieci Matce Bożej.

Bóg ma w stosunku do każdego człowieka swój plan, plan Bożego zbawienia. Jeżeli zabijamy czy w jakikolwiek sposób pozwalamy na to, ingerujemy w Boży plan. Jeżeli natomiast ktoś chce pomóc nie narodzonemu dziecku, zawsze otrzyma pomoc od Boga.

Rozmawiając z kobietami wiem, że jeśli mi się nie powiedzie, bezbronne dziecko zostanie poszarpane, poćwiartowane i spłynie w ubikacji. Ta myśl dodaje mi sił i determinacji. Kiedy maleństwo już się urodzi, kiedy biorę je na ręce i przytulam, mam wrażenie, że trzymam w ramionach największy skarb.

W jaki sposób ci, którym nie jest obojętny los dzieci i ich matek mogą włączyć się w taką działalność?

Pracy jest ogromnie dużo, natomiast ludzi, którzy poczuliby się odpowiedzialni – niestety bardzo mało. Dlatego przy parafiach organizują się grupy ludzi niosących pomoc matkom dzieci nie narodzonych. Wydaje mi się, że każda parafia powinna umieć rozwiązać ten problem. Obrońców życia jest za mało. Potrzebne jest działanie wszystkich ludzi dobrej woli, żeby każda kobieta została wysłuchana, żeby nikt jej nie odrzucił ani poniżył, nie zostawił samej sobie.

Ze swojej strony mogę zapewnić, że pracownicy fundacji Maria” nie odepchną żadnej kobiety, która waha się, ma trudności. Z największą troską i miłością zostanie przez nas przyjęta i otrzyma wszystko, co będzie jej potrzebne.

Bardzo dziękuję za rozmowę.

rozmawiała M. Zajączkowska

Artykuł pochodzi z Miesięcznika Różaniec – Czerwiec 1996

Wydawnictwo Sióstr Loretanek POLECA

Dzieci Boga Świadectwa Matek

Dzieci Boga Świadectwa Matek
Magdalena Kamińska

„Dzieci Boga Świadectwa Matek” to zbiór świadectw o «życiu jako dialogu pomiędzy Stwórcą a stworzeniem». Dwanaście matek jak dwanaście plemion Izraela i jak dwunastu Apostołów opowiada kobiecymi i matczynymi zarazem ustami o pasji życia, jaką Bóg wszczepił w serce człowieka.

UDOSTĘPNIJ

„Różaniec” jest miesięcznikiem formacyjnym. Znajdziesz w nim treści, które pomogą Ci wzrastać na drodze życia duchowego. Głównym rysem pisma jest maryjny wymiar duchowości katolickiej.