26-letnia nauczycielka z Piotrkowa Trybunalskiego zdecydowała się urodzić swego synka mimo atakującej jej mózg choroby nowotworowej. Było to pięć lat temu. Od prawie dwu lat Dorota Piesik nie żyje, jej synek Łukasz 14 września skończy cztery lata. Wobec tych milionów dzieci, które matki – stworzone przecież po to, by je kochać – zabijają z zimną krwią, decyzja tej młodej dziewczyny wydaje się być wręcz niezrozumiała. Dla niej była oczywista.

Swoje krótkie życie Dorota przeżyła głęboko, wrażliwie i mądrze. Jak wspomina jej matka – była dzieckiem dobrym i spokojnym. Otoczona miłością bliskich umiała tę miłość oddawać i dzielić się nią. Zawsze gotowa była śpieszyć z pomocą i współczuciem potrzebującym czy skrzywdzonym.

Swego przyszłego męża, Krzysztofa Piesika, poznała już w szkole średniej. Pobrali się jednak dopiero w grudniu 1991 r., po ukończeniu przez nią studiów pedagogicznych.

Marzeniem młodej mężatki był dom na wsi i dużo bawiących się przy nim dzieci. W Bożym planie przeznaczona jej została jednak inna rola.

CHOROBA

Niespodziewanie przyszła choroba. Początkowo lekarze myśleli, że to zapalenie nerwu twarzowego. Leczenie nie przynosiło rezultatów. Zawroty i bóle głowy, zachwiania równowagi zmusiły Dorotę do zrezygnowania z pracy, której oddawała się z taką pasją. W tym samym czasie lekarze wydali dwie opinie, które całkowicie zmieniły jej życie: dowiedziała się, że jest w ciąży i ma guz mózgu.

Życie uratować mogła poprzez natychmiastową chemio-kobaltoterapię i… oczywiście aborcję. Musiała podjąć decyzję. Oddać życie czyje odebrać.

To oczywiste, że ciężko jest żegnać się ze światem, kiedy się jest tak młodym. Ale przecież bardziej niż siebie samą kochała tę małą kruszynę, której serce biło tuż przy jej własnym.

OFIARA MIŁOŚCI

Długa modlitwa przed obrazem Maryi pomogła młodej matce uporządkować myśli. Bała się, cierpiała, ale przede wszystkim kochała swego nienarodzonego jeszcze synka i Boga, którego drogą zawsze starała się kroczyć. „Nikt nie ma większej miłości od tej, gdy ktoś życie swoje oddaje za przyjaciół swoich” (J 15, 13) – mówi Pismo Święte. Nie może być też większej miłości niż ta, gdy matka daje dziecku życie, nawet za cenę własnego. Podjąwszy tę decyzję Dorota stała się zadziwiająco spokojna i radosna. Skoncentrowała wszystkie siły na rozwijającym się w jej atakowanym chorobą ciele – cudzie życia.

W czwartym miesiącu ciąży nie mogła już chodzić, miała trudności z przełykaniem i oddychaniem. Wtedy właśnie dzięki pomocy krewnych i znajomych udało się chorą przewieźć do szpitala w Legnano, we Włoszech.

Lekarze byli bezradni. Guz doszedł już do pnia. Postanowiono zrobić operację i założyć drenaż mózgu. Jednak po operacji stan Doroty pogarszał się z minuty na minutę. Tętno dziecka było słabo wyczuwalne. Cierpiała straszliwie, a przecież przez cały czas pobytu w szpitalu nie zgodziła się na przyjmowanie leków przeciwbólowych.

MODLITWA

Od początku choroba Doroty nierozerwalnie związana była z modlitwą. Jej natężenie wzmogło się jeszcze po operacji.

Będąca z nią stale matka dzień i noc odmawiała Różaniec, prosiła Boga o zdrowie dla swego dziecka. Modlił się mąż Krzysztof, cała rodzina, każdy kto wiedział o sytuacji Doroty. Ogromny, gorący strumień wiary płynął do Boga, wiele serc błagało o cud.

I CUD SIĘ STAŁ

Podczas tych godzin walki ze śmiercią, gdy matka na przemian modliła się i opowiadała córce o majowych kwiatach, które tam, w Polsce, zbiera dla niej i suszy mąż, gdy wlewała w jej serce nadzieję, przypominając, że Matka Boża nad nią czuwa — lekarze zauważyli, że tętno dziecka staje się coraz silniejsze. A i Dorota była jakby w lepszym stanie, choć wciąż nie dawano jej szans na przeżycie. Ból stał się nieodłącznym towarzyszem. Podłączono tlen, bo nie mogła oddychać sama, podłączono rurkę do karmienia i kolejne kroplówki, tracheotomia pomogła w odsysaniu wydzieliny z dróg oddechowych.

Modlitwa trwała. Przychodziło coraz więcej zupełnie obcych ludzi – tylko po to, by zapewnić o swojej modlitwie. Modliły się siostry zakonne, u których zatrzymała się matka Doroty i młoda Włoszka – Maria Luiza (dziś też zakonnica) — ze swoją grupą modlitewną. Miłosierdzie Boże nie ma granic. Dorota czuła się coraz lepiej. Lekarze unosili ręce i mówili: cud, cud.

Także włoska prasa pisała wiele o młodej Polce, która w Legnano walczyła o życie swoje i swojego dziecka.

Kolejne badania wykazały, że choroba się zatrzymała, a dziecko rozwija się prawidłowo.

Mijały miesiące. Trwał ból – trwała modlitwa Dorota wypraszała łaski dla swojego synka (wiedziała już, że to będzie chłopiec) modląc się m.in. Litanią Loretańską – jej ulubioną modlitwą.

OCZEKIWANIE

Wieści o wspaniałej Polce zataczały coraz szersze kręgi. Docierały do Szwajcarii, Francji, Niemiec, także do Polski. Zewsząd nadchodziły słowa i gesty otuchy, nadziei, solidarności. 15 sierpnia przed Cudownym Obrazem na Jasnej Górze odprawiona została Msza święta w intencji Doroty i jej synka.

Tymczasem stan młodej matki ciągle się poprawiał. Odłączono już tlen, z wielkim trudem, ale jednak zaczęła już przełykać odrobinę jedzenia. Dorota cieszyła się, że jej dziecko rośnie zdrowe. Codziennie przyjmowała Komunię świętą i czekała na 14 września – dzień wyznaczony przez lekarzy na cesarskie cięcie – narodziny dziecka. A nie było to czekanie łatwe. Poprawa nie oznaczała mniejszego cierpienia. Chwilową ulgę przynosiły okłady z lodu robione przez mamę, bo przecież środków przeciwbólowych nie chciała.

Prosiła pielęgniarki, by przynosiły jej nowo narodzone dzieci. Dotykała marząc o trzymaniu w ramionach swego synka.

NARODZINY

14 września 1992 r. Dorota spokojna, zagłębiona w modlitwie. Lekarze – ostrzegający, że może tego nie przeżyć. A jednak przeżyła. O 9.00 rano mały Łukaszek, śliczny i zdrowy, ujrzał świat. Jego mama także czuła się bardzo dobrze. Kilka minut po dziewiątej zadzwonił polski ksiądz z Padwy. Zawiadamiał, że właśnie skończył odprawiać Mszę świętą w intencji Doroty. Czy można wybrać lepszy czas urodzin?

Dorota szybko wracała do zdrowia. Cieszyła się każdą chwilą, którą mogła dzielić ze swoim dzieckiem „Tak długo czekałam na ciebie, synku” – powiedziała, gdy zobaczyła go po raz pierwszy.

W miesiąc później Dorota opuszczała szpital w Legnano. Jechała do Varese na radioterapię. Przy pożegnaniu płakali wszyscy. Dla wielu spośród lekarzy i pielęgniarek młoda Polka była bodźcem do zmiany swojego stosunku do życia.

W Varese byli z nią najbliżsi: mąż, mama, no i oczywiście Łukaszek. Tam też, przy szpitalnym łóżku, odbył się jego chrzest

Po pewnym czasie wszyscy powrócili do Polski. Raz jeszcze Dorota przeszła radioterapię we Włoszech. Ale czuła się coraz lepiej. Była taka szczęśliwa.

NAWRÓT

W kwietniu 1994 r. nagle zapadła na śpiączkę. W płacie czołowo-ciemieniowym wykryto nowy guz. W dniu swoich 28 urodzin – 24 kwietnia – Dorota była nieprzytomna. Jej życie wisiało na włosku. Tego samego dnia Ojciec Święty wyniósł na ołtarze Włoszkę, Joannę Molla, która tak jak Dorota oddała życie za życie swojej córeczki.

Po tym dniu stan chorej nieco się poprawił. Nie mogła już mówić, prawą stronę ciała miała sparaliżowaną, ale wróciła do domu. Tak przeżyła jeszcze półtora toku Tuliła tylko lewą ręką małego Łukaszka, który co chwilę przybiegał do niej mówiąc: „Mamo, kocham cię”, i patrzyła na wiszący na ścianie krzyż.

Około trzech tygodni przed śmiercią Dorota wyciągnęła lewą dłoń i choć od ponad roku nie mówiła, głośno i wyraźnie powiedziała: „Ja chcę już iść do nieba”. „Byłam zdumiona – wspomina jej matka – chciałam, żeby powtórzyła to jeszcze raz, ale tylko się do mnie uśmiechnęła i przytuliła moje ręce do twarzy (…). W niedzielę, 3 września o godzinie 21.30 odeszła do Pana moja (święta) córka. Odeszła spokojna i uśmiechnięta. Była już szczęśliwa.”

Dziś, jak za życia mamy, mały Łukaszek kończy swoją modlitwę słowami: „Boziu, kocham Cię, mamo, kocham Cię!” i pyta, czy mama z nieba patrzy na niego.

***

Historia Doroty Piesik wzrusza wszystkich, którzy ją usłyszą. Przede wszystkim jednak powinna wołać do ludzkich sumień i odmieniać je, bo tylko wtedy, gdy w naszych sercach trwać będzie miłość i pokój zamiast nienawiści i agresji – ofiara Doroty nabierze pełnego sensu.

Artykuł pochodzi z Miesięcznika Różaniec – Czerwiec 1996

Wydawnictwo Sióstr Loretanek POLECA

Dzieci Boga Świadectwa Matek

Dzieci Boga Świadectwa Matek
Magdalena Kamińska

„Dzieci Boga Świadectwa Matek” to zbiór świadectw o «życiu jako dialogu pomiędzy Stwórcą a stworzeniem». Dwanaście matek jak dwanaście plemion Izraela i jak dwunastu Apostołów opowiada kobiecymi i matczynymi zarazem ustami o pasji życia, jaką Bóg wszczepił w serce człowieka.

UDOSTĘPNIJ

„Różaniec” jest miesięcznikiem formacyjnym. Znajdziesz w nim treści, które pomogą Ci wzrastać na drodze życia duchowego. Głównym rysem pisma jest maryjny wymiar duchowości katolickiej.