Codziennie można w naszej Ojczyźnie usłyszeć słowo „sprawiedliwość”, i to w przeróżnych odniesieniach – do Boga, ludzi i siebie. Wszyscy gdzieś na dnie serca nosimy pragnienie sprawiedliwości. To dobry znak.

O sprawiedliwości mówi przedszkolak, gdy wraca do domu ze swoją wyklejanką okrutnie wymiętoszoną i udowadnia tatusiowi, że Jackowa była brzydsza: „Dlaczego pani powiedziała, że jest najładniejsza?” Zbuntowana maturzystka zamyka się w pokoju, nie przyjmuje posiłków, z nikim nie chce rozmawiać, twierdząc, że nie ma na świecie sprawiedliwości…

Sprawiedliwości szukamy we własnych rodzinach, w urzędach, w kancelarii parafialnej, w życiu kapłańskim i zakonnym. Często doprowadza to do zwrócenia oczu duszy ku Bogu i wyrywającego się z głębi serca wołania: „Ratuj, Panie, bo nie ma pobożnych, zabrakło wiernych wśród ludzi” (Ps 12,2).

Człowiek wie, że Bóg jest najsprawiedliwszy, choć czasem w swej ludzkiej naiwności i Bogu samemu wyrzuca niesprawiedliwość. A psalmista mówi: „Obłok i ciemność wokół Niego, sprawiedliwość i prawo podstawą Jego tronu” (Ps 97,2).

ZADOŚĆUCZYNIĆ SPRAWIEDLIWOŚCI BOŻEJ

Sługa Boża Matka Wincenta od Męki Pańskiej (Jadwiga Jaroszewska), założycielka Zgromadzenia Sióstr Benedyktynek Samarytanek Krzyża Chrystusowego, tak mówi do swoich sióstr w konferencji O obowiązkach naszego posłannictwa. „Bóg w wyrokach niezbadanych budzi do życia samodzielnego zgromadzenie nasze. W Kościele świętym powierza zgromadzeniu myśl swoją, która brzmi: «Mądrość Przedwieczna domaga się od stworzeń uwielbienia Sprawiedliwości. Trudna to myśl i szczególniej dzisiejsi ludzie od Sprawiedliwości Bożej odsuwają się. Zgromadzenie nasze powinno przypominać konieczność zadośćuczynienia za odchylenia się od Prawa Bożego.”

Sługa Boża Matka Wincenta żyła w latach 1900-1937. Jej dzieciństwo i młodość przypadły na trudne czasy w dziejach naszej Ojczyzny. Rodzina Kalkstein-Jaroszewskich brała udział w ruchu konspiracyjnym. Potem przyszły lata pierwszej wojny światowej. Sługa Boża już jako dziecko, a później dorastająca dziewczyna, widziała koszmar ludzkiego życia, całe piekło ujawniające się w czynach człowieka, który odszedł od Prawa Bożego i podeptał Dekalog. Ból jej sercu sprawiało to, że ten błądzący człowiek – tak bardzo omamiony i zniewolony przez szatana – nie umiał, nie miał siły wzbić się ponad to wszystko, w czym tkwił. Nie umiał, a może już nie chciał… I była przerażona tym, że tej wielkiej ludzkiej biedzie nie spieszono z pomocą.

Dlatego 6 stycznia 1926 r. podjęła pracę w szpitalu św. Łazarza dla skórno i wenerycznie chorych w Warszawie. Ten szpital omijano z daleka. Ona jednak poszła ratować dusze. Mówiła w kolejnej konferencji: „Ludzie dziś uważają że żadnej konsekwencji czynów nie ma, bo wszystko załatwić można pieniędzmi. Pamiętać trzeba stale o wieczności, o tej nieubłaganej konsekwencji, jaką pociąga za sobą każdy akt woli ludzkiej. Wieczność i Sąd wystarczą, aby prowadzić życie w bojaźni Bożej. Ta Sprawiedliwość Boża ma prawo, żeby o niej myśleć z miłością bo szczytem jej zaparcia była Śmierć Krzyżowa. Lecz wiele trzeba czasu u stóp Krzyża spędzić, żeby zrozumieć szczyt Sprawiedliwości. Ta prawda nie powinna wywołać lęku, ale zachęcać do życia w bojaźni Bożej, która da nam miłość”.

Z wielką mocą ducha powiedziała kiedyś Matka Założycielka do sióstr „Człowiek musi zadośćuczynić Sprawiedliwości Bożej, gdyż Pan Bóg nie chce jego potępienia”. Modliła się: „Panie, daj mi swą miłość dla błądzących, miłość Matki Najświętszej, Matki Bolesnej, która widząc, jak marnujemy zasługi Męki Jej Syna nie odtrąca nas, nie wydziedzicza ale wstawia się za nami do Boga Ojca”.

SPRAWIEDLIWOŚĆ, KTÓRA JEST MIŁOŚCIĄ

Bóg jest najsprawiedliwszy i Jego Sąd jest wyrazem największej miłości względem człowieka. Bóg najdoskonalsze swoje stworzenie obdarzył wolną wolą. Tylko czy człowiek chce o tym pamiętać?

Niejednokrotnie myślę: Czy dobry Bóg może przyjąć do wiecznej chwały w niebie kogoś, kto do ostatniego swego tchnienia pogardzał Nim? Tak, ale Bóg szanuje wolność każdego człowieka. Pozwala mu wybierać. Życie to przecież egzamin. Bóg nie chce nikogo uszczęśliwiać na siłę. Chce, abyśmy obcowania z Nim pragnęli, abyśmy do życia tam, w niebie, przygotowywali się już tutaj, na ziemi, jak dzieci, które uczą się mówić, by potem pięknie rozmawiać.

Sprawiedliwość Boża jest wyrazem ojcowskiej miłości, która za życie niezgodne z Dekalogiem – karze. Za życie zgodne z wolą Bożą, choćby zdobywane wśród wielkiej walki z duchami ciemności – nagradza. Lecz… jedno spojrzenie grzesznika na Krzyż Chrystusowy, jedno westchnienie: „Panie, pamiętaj o mnie”, jedna iskra żalu i skruchy otwiera ojcowskie ramiona. Dlatego codziennie proszę: „Święta Maryjo, Matko Bożą módl się za nami, grzesznymi, teraz i w godzinę śmierci naszej. Amen”.

KOCHAĆ, CZYLI NAŚLADOWAĆ BOGA SPRAWIEDLIWEGO

I tak sobie myślę dzisiaj: przedszkolaku kochany i maturzystko zatroskana myślami: „Co dalej?’, panie profesorze pochylony nad poprawianiem prac kontrolnych i panie doktorze, do którego zgłosiła się matka z piątym dzieckiem pod sercem, czcigodny księże i droga siostro – nie szukajmy sprawiedliwości u innych. Zacznijmy sami na wzór naszego Ojca być sprawiedliwi, pełni miłości dla wszystkich, szczególnie tych zagubionych, tych z marginesu. Wtedy zakwitnie sprawiedliwość w naszych sercach jak kwiaty na Bożej łące. Razem przepraszajmy i uwielbiajmy Sprawiedliwość Bożą modlitwą naszą, postem i coraz piękniejszym życiem osobistym i społecznym. „Aby – jak mówił św. Benedykt – we wszystkim Bóg był uwielbiony”.

Siostra Benedyktynka Samarytanka

Artykuł pochodzi z Miesięcznika Różaniec – Czerwiec 1997 r.

Wydawnictwo Sióstr Loretanek POLECA

Jak modlą się święci?

Jak modlą się święci? cz. 1-2
Adrienne von Speyr

Praca Jak modlą się święci? to niezwykła lektura. Składają się na nią przede wszystkim teksty szczerych modlitw, czasem niedoskonałych, czasem nieco próżnych, zawsze jednak pozwalających dostrzec, że Bóg jest w istocie wszystkim, czego potrzebujemy naprawdę. Warto smakować każdy z tych tekstów, zagłębiając się w obrazy i słowa, które Adrienne otrzymywała w swych widzeniach na przestrzeni wielu długich lat. Całość zaś spisywał, niejako „pod dyktando”, i wstępem opatrzył Hans Urs von Balthasar.

Share.

„Różaniec” jest miesięcznikiem formacyjnym. Znajdziesz w nim treści, które pomogą Ci wzrastać na drodze życia duchowego. Głównym rysem pisma jest maryjny wymiar duchowości katolickiej.