Rok 1877. Na Warmii zaborca wprowadza Kulturkampf, trwa prześladowanie duchowieństwa i wiernych, wielu z nich za wiarę przebywa w więzieniach. Położony na terenie Warmii Gietrzwałd staje się miejscem objawień Matki Bożej, trwających od 27 czerwca do 16 września (codziennie, z wyjątkiem 10 i 11 września).
Maryja objawiła się polskim wieśniaczkom – Justynie Szafryńskiej i Barbarze Samulkowskiej. Przemawiała do nich po polsku, oznajmiła, że jest Niepokalanie Poczęta, domagała się codziennego odmawiania Różańca i zaprzestania pijaństwa, przepowiedziała bliskie ustanie prześladowania Kościoła w Królestwie Polskim i szybkie obsadzenie osieroconych parafii w diecezji warmińskiej, swoim czcicielom obiecała szczególną opiekę.
Zaczęto wypełniać orędzie Matki Bożej. Widocznymi skutkami objawień było odrodzenie moralne i religijne na Warmii, a także poza jej granicami. Ustalał się zwyczaj codziennego odmawiania Różańca, powstało bractwo trzeźwości, miały miejsce liczne nawrócenia i uzdrowieni.
O. Honorat Koźmiński, kapucyn internowany w klasztorze zakroczymskim, interesował się treścią maryjnego orędzia płynącego z Ziemi Warmińskiej; pomogło mu ono głębiej zrozumieć potrzebę opieki religijno-moralnej nad ludem wiejskim. W swym Notatniku Duchowym wyznał: „Wyrzekam się nawet w posługach duchownych takich, które są łatwiejsze i przypadające do smaku, i ofiaruję się Bogu na służbę ubogich chłopów, dzieci, starych i tępych, itp., obiecując koło takich mieć największe staranie. Proszę tylko w tym o pomoc Przenajświętszej Maryi Panny Gietrzwałdzkiej”.
Objawienia Matki Bożej na Warmii utwierdziły o. Honorata w przekonaniu, że na drogę życia zakonnego należy kierować dziewczęta ze wsi. „Czyż nie godziłoby się nam przeto przypuszczać, że pod naszą ubogą strzechą szuka Matka Boża dusz, które by były jakby zawiązkiem tego odrodzenia zepsutego świata, że na tej niwie od wieków niepłodnej i jakby odłogiem leżącej chce Ona zaszczepić nową ewangeliczną winnicę, która by obfite owoce wydawała? Że przez błogosławieństwo swoje i swojego Syna chce nas cudowną płodnością obdarzyć, że chce z nas mieć opowiadaczów pokuty, przygotowujących drogę do odrodzenia duchowego chrześcijańskiego świata?”
PIERWSZE SŁUŻKI
Pod wpływem objawień, w święto Matki Bożej Różańcowej 1878 r., trzy pierwsze dziewczęta ofiarowały się Bogu jako Służki Najświętszej Maryi Panny Niepokalanej. Matka Boża Gietrzwałdzka miała być ich szczególną Patronką.
Program działalności służek nakreślił o. Honorat w pierwszych ich ustawach. Celem ma być „rozszerzanie chwały Bożej pod szczególną opieką Przenajświętszej Panny, przez wierne spełnienie Jej poleceń, a szczególnie przez gorącą do Niej modlitwę, przez naśladowanie Jej życia pracowitego i ukrytego i przez zachęcanie drugich przykładem i słowem do poprawy życia i do ćwiczeń pobożności, a szczególnie do wstrzemięźliwości i do odmawiania Różańca”. Członkinie mieszkały pojedynczo i nie nosiły żadnych zewnętrznych oznak przynależnych siostrom zakonnym. Ukrycie powołania zakonnego przed światem nie było podyktowane tylko uwarunkowaniami politycznymi, miało ono głęboki aspekt teologiczny – naśladowanie ukrytego życia Jezusa i Jego Matki w Nazarecie.
Kiedy po latach pytano Założyciela, czy podać za fundatorkę Rozalię Szumską, padła odpowiedź; „Najlepiej będzie, gdy zrobicie Matkę Bożą Gietrzwałdzką Fundatorką, bo Ona raczyła objawić się wiejskim dziewczętom i przemówić do nich, zachęcając do modlitwy i dobrego wpływu na drugich”.
EULALIA MARKOWICZ
W tym roku mija sto lat od bohaterskiej śmierci w X Pawilonie Cytadeli Warszawskiej Eulalii Markowicz, trzeciej z kolei przełożonej generalnej zgromadzenia.
Eulalia Markowicz urodziła się 28 lutego 1848 r. w Warszawie. Przez wiele lat pracowała jako nauczycielka w rodzinach ziemiańskich w okolicach Warszawy. Wtedy właśnie zetknęła się z o. Honoratem Koźmińskim i została jego stałą penitentką. W 1884 r. wstąpiła do Zgromadzenia Sióstr Służek w Zakroczymiu. Jako osoba rozważna, spokojna, odznaczająca się głęboką dobrocią serca oraz wiarą i pobożnością, w krótkim czasie weszła do zarządu i została przełożoną generalną.
KONSPIRACJA W SKLEPIE
Eulalia Markowicz wraz z Marią Bekierską zamieszkała w Warszawie, gdzie prowadziła sklep spożywczy przy ul. Bednarskiej 26. Wkrótce nawiązała kontakt z jezuitą ks. Henrykiem Pydynkowskim, który prowadził szeroką działalność na rzecz unitów na Podlasiu. Eulalia, za pozwoleniem i błogosławieństwem o. Honoratą wspomagała go w tej akcji.
Sklep rozwijał się doskonale, był dobrym miejscem na prowadzenie zakonspirowanej działalności. Tutaj przybywali unici dla załatwienia różnych spraw formalnych związanych z przejściem na katolicyzm obrządku łacińskiego. Tylko wtajemniczeni wiedzieli, że w przyległym do sklepu pokoju można było uzyskać błogosławieństwo i potrzebne zaświadczenie kościelne. W tym mieszkaniu odprawiano Mszę świętą spowiadano i spełniano inne posługi duszpasterskie. Sklep był to tylko jeden pokój z kilkoma stolikami. Tylne, szczelnie zamknięte pomieszczenia były obszerniejsze. Kiedy zjawiał się tam któryś z misjonarzy jezuitów, zamieniały się one w kaplicę i zakrystię.
„Ci ostatni, udając się na misje, na tę stronę kordonu rosyjskiego, przybierali najrozmaitsze postacie i zapuszczali zwykle brody. Razu pewnego było to powodem wielkiego skandalu w cukierence, który na szczęście uszedł ucha czujnych żandarmów i nie przyczynił się do zlikwidowania całej konspiracyjnej roboty. Grupa unitów, która specjalnie przybyła do Warszawy dla otrzymania sakramentów świętych katolickich, otrzymała wskazówki, gdzie i kiedy oczekiwać będzie na nich ksiądz katolicki. Po umówionych hasłach wpuszczono ich z cukierni do dalszych pokojów. Gdy jednak zamiast wygolonego katolickiego księdza ujrzano w komży brodacza wzięto go za rosyjskiego popa. Powstał nagle krzyk przerażenia i z okrzykami: Zdrada! zdrada! z wielkim hałasem i popłochem tłumnie rzucono się do ucieczki. Szczęściem przytomna kelnerka zatrzasnęła drzwi od ulicy, przez co cały skandal umiejscowiono w cukierni, gdzie akurat nie było nikogo z obcych gości. Dłuższe perswazje p. Bekierskiej zaprowadziły przelękłą gromadkę z powrotem do kapliczki. Działo się to wszystko pod bokiem Zamku, niemal w samej paszczy bestii, wśród snujących się ustawicznie szpiegów i żandarmów. Skromna kawiarenka której przeznaczeniem formalnym było załatwianie licznych klientów, nie mogła razić niczyich oczu. Te okoliczności właśnie sprawiły, że uszła ona oczu i uszu policji rosyjskiej, która była bardziej skłonna poszukiwać wszelkich konspiracji gdzieś na odległych przedmieściach wielkiego miasta niż w samym centrum”.
PRZEŚLADOWANIA
Z czasem działalność ks. Pydynkowskiego została zauważona przez policję. W porę ostrzeżony przez hr. Feliksa Grabowskiego 26 grudnia 1896 r. opuścił Warszawę, pozostawiając Eulalii Markowicz niektóre zlecenia. Mimo groźby represji prowadziła ona korespondencję z poleconymi jej osobami z Podlasia i Cesarstwa Rosyjskiego. 5 maja 1897 r. nielegalnie przekroczyła granicę Królestwa Polskiego i udała się do Krakowa żeby odprawić tam rekolekcje, odwiedzić ks. Henryka Pydynkowskiego i postarać się o potrzebne dyspensy dla unitów. Już w Krakowie była śledzona. Po załatwieniu tych spraw w drodze powrotnej z 14 na 15 maja 1897 r, próbowała przejechać przez granicę, korzystając z austriackiego legitymacyjnego biletu, wydanego w Krakowie na nazwisko Feliksy Dembińskiej. Została zatrzymana przez carskie władze policyjne na austriackim punkcie granicznym i oskarżona o „wątpliwą prawomyślność polityczną”. 15 maja 1897 r. została przewieziona do X Pawilonu Twierdzy Warszawskiej. W okresie blisko trzymiesięcznego pobytu w cytadeli Eulalia w czasie śledztw i tortur nie załamała się i nie wydala nikogo. Nikt z najbliższych nie mógł utrzymywać z nią kontaktu. Jej bratowa Józefo Markowicz dwa razy w tygodniu posyłała jej jedzenie. Gdy w czasie pięciominutowych odwiedzin bratowa chciała podać jej rękę. towarzyszący im żandarm momentalnie wyją!szablę.
W więzieniu chciała się wyspowiadać, lecz odmówiono jej księdza o którego prosiła. Innemu narzuconemu jej przez władze carskie, podziękowała, obawiając się zdrady.
BOHATERSKA ŚMIERĆ
Będąc słabego zdrowia i cierpiąc na dolegliwości przewodu pokarmowego, wkrótce zachorowała. 2 sierpnia 1897 r. została przeprowadzona do miejscowego szpitala gdzie następnego dnia zakończyła swe życie. Zmarła jako męczennica Bożej i narodowej sprawy. Oficjalną przyczyną śmierci była krwawa dezynteria. Jeden z żandarmów powiedział o Eulalii: „Jeszcze takiej mądrej w cytadeli nie było. To niezwykła kobietą zawsze zastać ją można było modlącą się. Uprzejmie i swobodnie rozmawiała ale gdy przychodziło do badania milczała jak ten stół”.
Eulalia Markowicz bohaterską śmiercią pokazała że jej siłą w trudnych momentach życia była głęboka wiara i żarliwa modlitwa szczególnie modlitwa różańcowa do której tak bardzo zachęcała Matka Boża w czasie objawień w Gietrzwałdzie.
Artykuł pochodzi z Miesięcznika Różaniec – Wakacje 1997 r.
Wydawnictwo Sióstr Loretanek POLECA
Po Bogu najważniejsza Polska
Czesław Ryszka
Współczesne pokolenie katolików w Polsce z nadzieją oczekuje beatyfikacji ks. kard. Stefana Wyszyńskiego, wielkiego Polaka i męża stanu, wiernego świadka losów Kościoła i Ojczyzny, ojca milionów wierzących w Polsce w czasach komunistycznego zniewolenia. Potrzeba nam dzisiaj jego duchowej, niezłomnej postawy w starciu z tym wszystkim, co niszczy substancję narodu, osłabia Kościół, zabija godność osobową człowieka.
